rr-odkowa
Blog > Komentarze do wpisu

"Biegnij" Ann Patchett

 

 

Krótki zarys historii. Oto mamy ojca samotnie wychowującego 3 synów: własnego (Sullivan) oraz dwóch adoptowanych (Tip i Teddy). Chłopcy są dorośli i każdy zajmuje się czymś innym, ale ojciec ciągle ma nadzieję, że uda mu się zaszczepić w nich miłość do polityki. Dlatego też "ciąga" ich po różnych wiecach, spotkaniach, prelekcjach. Po jednym z takich spotkań dochodz do wypadku. Na oblodzonej drodze samochów o mało nie zabija Tipa. W ostatniej chwili pojawia jakaś obca kobieta spycha go z jezdni, sama ulegając wypadkowi. Okazuje się, że to biologiczna matka chłopców. Podczas gdy ona leży w szpitalu Doyle`owie opiekują się jej córką Kenią. Nie będę opowiadała całej historii ani tym bardziej zdradzała zakończenia. Tego musicie już dowiedzieć się sami :-)

Myślałam o tej książce od kilku dni, bo czułam, że jest coś co nie pozwala mi napisać hura-optymistycznej recenzji. Próbowałam sprecyzować co to takiego i już chyba wiem. Ale zacznę może od pozytywów, bo mimo wszytsko uważam, że to dobra książka. Przede wszystkim jest to książka, która wciąga czytelnika bardzo szybko. Ledwie zaczęłam ją czytać, a już żyłam życiem tamtej rodziny. To niewątpliwy plus. Jest ddbrze napisana, bez dłużyzn, przestojów, z dobrymi dialogami i ładnymi oisami. Historia dosyć ciekawa i w sumie oryginalna - przynajmniej dla mnie, bo nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wcześniej czytała książkę o problemie adopcji napisanej w taki sposób. Niestety ja zwykle omijałam ten motyw w moich wyborach czytelniczych więc właściwie nie powinnam się mądrzyć.

A co było z tą powieścią nie tak?

Największy minus to postaci. Miała to być powieść "o tym, do czego jesteśmy zdolni, by chronić własną rodzinę". Tymczasem jak dla mnie, postaci są jakieś takie płaskie i papierowe i emocji w nich niewiele. Jest matka, która oddała swoje dzieci do adopcji, a potem przez kolejne lata ich życia stara się być blisko nich (siedzi na ławce w parku, przechodzi obok domu), ale poza słowami o tęsknocie i strachu o te dzieci ja tych uczuć nie poczułam. Może nie moja wrażliwość, nie moje doświadczenia? Poza tym ja tak do końca nie wiem jacy byli ci wszyscy główni bohaterowie. Raz wydawało mi się, że Tip jest tym lepszy potem, że jednak Teddy. Jeśli chodzi o ich przyrodniego brata to już w ogóle nie wiem co myśleć. Miał być tzw. "czarną owcą", a ja go polubiłam - może nawet najbardziej. Lubie gdy bohaterowie mają złożoną osobowość, ale tu wszystko mi się plątało. O ile jeszcze potrafiłam wyobrazić sobie pana Doyla i Kenię o tyle reszta jest dla mnie jakimś zlepkiem cech. Jest jeszcze święta figurka, od której zaczyna się cała historia. Gdy czytałam pierwsze strony myślałam sobie "Wow, ale super, ciekawe o co chodzi z tą figurką" Po zakończeniu myślę sobie "Ale o co właściwie chodziło? Równie dobrze tej figurki mogłoby w ogóle nie być".

Teraz strasznie jestem ciekawa innych recenzji tej książki? Jak Wy ją odebraliście? Podobała się czy wręcz przeciwnie?  

Ps. Po lekturze nasunęła mi się pewna refleksja - w książce często przytaczane są przemówienia amerykańskich polityków. Bohaterowie na pamięć znają wiele z nich. Tymczasem u nas ze świecą szukać kogoś kto zna choć kilka zdań z wystąpień polityków. Pozostaje postawić pytanie Czy tam ludzie tak bardzo interesują się polityką, czy może tamtejsi politycy są więcej warci?. Pytanie retoryczne to bylo ;-)

sobota, 22 listopada 2008, rr-odkowa

Polecane wpisy

  • PRZENOSINY !!

    Znalazłam dla mojego bloga inne miejsce. Zapraszam już teraz, choć przenosiny pewnie chwilę potrwają. Nowy adres: ksiazkowodolne.blogspot.com

  • Czytelnicze różności

    Długo nie pisałam, ale żadna z ostatnio przeczytanych książek nie wzbudziła we mnie głębszych uczuć i potrzeby napisania o niej. Czytałam, ku własnemu zdziwieni

  • [*] [*] [*]

    Wciąż nie mogę uwierzyć .......

Komentarze
chihiro2
2008/11/28 14:37:24
Czytalam juz o tej powiesci sporo, ale jakos nic mnie jeszcze nie przekonalo, by chciec po nia siegnac, sama nie wiem czemu...
Mysle, ze Amerykanie maja wiekszy szacunek do swoich politykow, bo tez wielu - nawet jesli zle zarzadza - jest niezlymi mowcami i w ogole sprawia dobre wrazenie. Podczas gdy ja uslysze dwa zdania wypowadane przez Kaczynskiego i wylaczam telewizor (czy raczej fragment programu w internecie), bo razi mnie jego prostacki jezyk i niepoprawna wymowa. Polscy politycy czesto potwornie kalecza wlasny jezyk, nawet jak w tresci mowa o patriotyzmie, to nie widac tego patriotyzmu po jakosci jezyka, jakim sie posluguja. A przeciez patriotyzm to takze dbalosc o jezyk i prawidlowa wymowe!
Spis moli