rr-odkowa
RSS
sobota, 23 stycznia 2010

1. Trylogia Millenium ("Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna która igrała z ogniem", "Zamek z piasku który runął") Stieg Larsson - to bezapelacyjny numer jeden. Głównie za to, że ja - rasowy śpioch zarywałam noce, bo nie potrafiłam oderwać się od tych grubych tomiszczy i biłam wszelkie rekordy w szybkości czytania - 800 stron w weekend to chyba nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło ;-).

2. "Lala" Jacek Dehnel. Przepiękna, przecudnie opowiedziana historia życia babci autora. Ciągle jestem pod wrażeniem, że ten młody autor potrafi tak pięknie i zajmująco opowiadać. Celowo użyłam słowa "opowiadać", bo jego książki są niczym historie opowiadane przy kominku czy kuchennym stole.

3. "Droga" - Cormac McCarty. Głównie za niemożność zapomnienia. Choć przeczytałam ją już kilka miesięcy temu, ciągle wracam do niej myślami i czuję ciarki na plecach. Bez dwóch zdań - najbardziej wstrząsająca i przerażająca książka 2009 roku.

4. "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)" - K. J. Jerome - za przecudowne poczucie humoru i lekkość pióra. To książka dobra na chorobę, chandrę i mróz za oknem :)

5. "Kochający na marginesie" - Johanna Nilsson - za wielki potencjał autorki, za wyraziste, świetnie naszkicowane postaci i niedosyt (w pozytywnym znaczeniu) jaki pozostał po lekturze.

Wybór był trudny, bo ubiegły rok obfitował w dobre i warte zapamiętania książki, ale skoro zdecydowałam się na TOP 5 to musiałam coś odrzucić. Mam nadzieję, że obecny rok będzie pod tym względem równie udany. Książka "Szkarłatny kwiatek i biały" którą teraz czytam jest tego dobrą zapowiedzią. Recenzja mam nadzieję wkrótce, choć czasu mam teraz troszkę mniej, bo przybył mi nowy pies i na brak zajęć nie narzekam :)

Pozdrawiam wszystkim serdecznie !!

11:58, rr-odkowa
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 stycznia 2010

 

Nie wiem jak Wam, ale mi na początku roku trudno jest skupić na inteligentnej i wymagającej lekturze. Ponadto sytuacji nie ułatwia fakt, że w Trójce "leci" Top Wszechczasów i Podsumowanie Roku LP3. Na taki czas potrzebuję książki, która będzie łatwa, lekka i przyjemna acz niekoniecznie totalnie durnowata. No i taką znałazłam ..... na półce u moich rodziców :-).

Robin Pilcher - syn swojej słynnej matki (angielskiej autorki powieści dla kobiet) napisał książkę "Warte ryzyka". Na okładce znajduje się zdanie: "Czasem warto zaryzykować, bo życie to fantastyczna przygoda" - swoiste motto na początek roku :-)
Głownym bohaterem jest Dan Porter - mężczyzna, któremu wydaje się, że wiedzie idealne życie. Ma piękny dom, cudowną (sic!) żonę, trójkę dzieci i dwa psy. Niedawno stracił pracę w City, ale wydaje się nie przejmować tym zbytnio. Rozgląda się za czymś nowym, przy okazji ciesząc się czasem spędzanym w domu. Jego radości i optymizmu nie podziela żona Jackie, która jest ciągle zestresowaną i zapracowaną business-woman. Zbieg okoliczności sprawia, że Dan przegląda gazetę "Woman`s Weekly". Znajduje w niej artykuł o kobiecie, która postanawia sprzedać dobrze prosperującą firmę znajdującą się gdzieś w Szkocji. Firma szyje kultowe ubrania młodzieżowe, znane pod marką Wagabunda. Dan postanawia pojechać do Szkocji i przyjrzeć się firmie z bliska. Niestety na miejscu okazuje się, że firma została już sprzedana, ale.......

Optymistyczna i niewymagająca była to lektura. To nic, że nie należy do arcydzieł i że za kilka miesięcy pewnie zupełnie o niej zapomnę :-). Dobrze jest zacząć rok od takiej pozytywnej książki :-))))

23:01, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
środa, 30 grudnia 2009

Moja Ulubiona Firma zafundowała mi przymusowe wolne do 4 stycznia :-/ więc w ciągu dnia biegam na spacery z psami, a wieczorami czytam, a przynajmniej czytam dużo więcej niż normalnie. I taki stan rzeczy baaaardzo mi odpowiada :-)

1."Dżuma w Breslau" - Marek Krajewski

Przed godziną zakończyłam drugie spotkanie z Eberhardem Mockiem, bohaterem powieści kryminalnych Marka Krajewskiego. Kilka tygodni temu przeczytałam "Widma w mieście Breslau", a ostatnio "Dżumę w Breslau".

Pamiętam, że gdy Marek Krajewski otrzymał Paszport Polityki trochę się dziwiłam, że oto autor kryminałów został tak doceniony. Teraz, po lekturze dwóch jego książek, dziwię się trochę mniej, a szczerze mówiąc nie dziwię się wcale. Bo te powieści, to nie tylko pasjonujące, wielowątkowe intrygi kryminalne, ale także bohaterowie z krwi i kości - ze swoimi zaletami i wadami. Mock to tak niejednoznaczna postać, momentami agresywny i zapijaczony, momentami niemalże ckliwy i delikatny, miłośnik literatury klasycznej i filozofii. Nie sposób go zapomnieć albo pomylić z innym bohaterem. Bardzo interesujący jest także obraz przedwojennego Wrocławia. Wyobrażam sobie, że czytelnicy znający dobrze miasto mają ciekawy quiz topograficzny i mogą bawić się w umieszczanie akcji w konkretnych miejscach.

Na półce czeka już "Koniec świata w Breslau" :-).

2. "W ogrodzie Mirandy" - Katarzyna Krenz

Nie będę oszukiwać, że dużo obiecywałam sobie po tej książce. Bardzo ciekawy opis z tyłu, piękne zdjęcie na okładce, świetny początek:

Ona: "- Jestem w ciąży. [.....]
On: "- To brak profesjonalizmu."

A potem było tak sobie.
"Miranda - 28 -letnia prawniczka poświęca się bez reszty pracy w prestiżowej warszawskiej kancelarii. Podporządkowane karierze życie bohaterki nagle się zmienia, gdy odkrywa, że jest w ciąży. Ojciec dziecka nie jest zainteresowany nową rolą. Miranda wyjeżdża służbowo do Anglii, z powodu swojej niedyspozycji nie stawia się jednak na ważnym spoktaniu i zostaje zwolniona. I tu chciałoby się powiedzieć: na szczęście. Bo mimo, że podejmuje pracę sprzątaczki na uniwersytecie w Cambridge, mimo samotności i zagubienia, jej życie nabiera kształtu, o którym decyduje wreszcie ona sama. "

Czegoś mi w tej książce zabrakło. Mimo, że niektóre wątki były naprawdę fajnie pomyślne, np. wszystko co dotyczyło wdowy po profesorze Jamesie Osbornie (wydaje mi się, że mogłaby to być historia na osobną książkę). A tymczasem wszystko "W ogrodzie Mirandy" jest zbyt powierzchowne i płaskie ..... jak na mój gust. Bohaterowie nijacy, tacy których ani się nie lubi, ani nie złoszczą. Przeczytałam tę książkę siłą rozpędu i cały czas żałowałam, że zabrakło w niej emocji i pasji. No chyba, że chodziło o pokazanie angielskiego chłodu i dystansu, a ja nie zorientowałam się, że to o to chodzi ;-)

Widziałam, że Padma już zrobiła podsumowanie roku. Ja swoje ułożyłam w głowie, ale nie wiem czy jutro starczy mi czasu na publikację. No zobaczymy.

Tymczasem pozdrawiam.

Składam wszystkim życzenia pomyślności i samych pogodnych dni w 2010 roku.


21:24, rr-odkowa
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 grudnia 2009

Wszystkim molom książkowym oraz tym, którzy w przyszłości się nimi staną życzę cudownych, rodzinnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia, a w nowym roku samych sukcesów, radości i tylko pogodnych dni.

RR-odkowa

 

23:07, rr-odkowa
Link Komentarze (8) »
czwartek, 17 grudnia 2009

Jacek Dehnel moim idolem i ulubionym polskim pisarzem jest :-) Podobała mi się "Balzakiana", ale "Lala" to dopiero jest cudo!!! Przynajmniej dla mnie. Uwielbiam takie niezwykłe, ciekawe historie opowiedziane pięknym językiem i pełne emocji. Bo czego jak czego, ale emocji i uczuć w "Lali" nie brakuje. Autor tak pięknie opisał historię życia swojej babci i tym samym udowodnił, że o miłości można pisać tak po prostu, bez przesłodzenia, bez ckliwości, za to z wielką czułością. Kiedyś w pewnym artykule przeczytałam takie piękne zdanie mówiące o tym, że ".... miłość to zapięcie guzików staremu człowiekowi. Ubranie go. Podanie śniadania i obiadu...." I taką właśnie miłość czuć na wielu stronach tej książki.

"Lala" to powieść - hołd, powieść - pożegnanie. Kto jesty podmiotem? Wiadomo. Tytułowa bohterka powieści (tak naprawdę miała na imię Helena) to kobieta niepospolita i niepokorna, czasami kapryśna i pyskata. Poznajemy zawiłe losy jej przodków - dziadka, który tracił i zyskiwał majątek, babci, która była antytalentem lingwistycznym (po 25 latach spędzonych w Kijowie nie znała rosyjskiego), kuzynów i sąsiadów. Autor opowiada o dzieciństwie Lali, spędzonym w Lisowie (majątek w pobliżu Kielc), o czasie wojny i późniejszym życiu w Oliwie. Opowieść tę autor snuje nie zawsze chronologicznie, nagle urywa pewne wątki, rozpoczyna nowe, by za kilka stron wrócić do tego wcześniej urwanego. O pewnych zdarzeniach czy osobach dowiadujemy się bardzo dużo, o innych mniej. Japończyk, kóry okazał się szpiegiem, mili Niemcy stacjonujący w majątku, narzeczeni i mężowie Lali, Konstanty Ildefons Gałczyński - cały szereg ciekawych i świetnie opisanych postaci pojawia się w tej książce. Baaardzo przekonuje mnie forma powieści, w której autor prowadzi swoisty wywiad - rzekę. Babcia opowiada, wnuczek słucha. Kilkakrotnie sama siebie przyłapywałam na tym, że wydawało mi się, że ja też słucham.

Jeden "tyci - tyci" minus za początek, który zdawał się przyświecać idei, że "na początku był chaos". Wróciłam do niego po przeczytaniu ostatniej strony i, uwierzcie, było już znacznie lepiej.

Domyślam się, że wiele moli książkowych już przeczytało tę książkę, ale jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji temu gorąco jej polecam.

20:41, rr-odkowa
Link Komentarze (4) »
sobota, 05 grudnia 2009

"Zugzwang" Ronana Bennetta jest doskonałym przykładem, że nie wolno sądzić książki po okładce ;-). Okładka "Zugzwanga" do złudzenia przypomina "Cień wiatru" Zafona. Ten sam klimat, zamglona ulica, świecące latarnie i niewyraźna postać - wiem, wiem ..... u Zafona były dwie.

Bardziej z ciekawości, niż z chęci przeczytania wzięłam tę książkę z bibliotecznej półki. Ciekawa byłam czy treść również została zapożyczona z "Cienia wiatru". Na szczęście nie. "Zugzwang" to thriller z szachowymi rozgrwkami i psychoanalizą w tle.

"Petersburg 1914 - miasto bogactwa  i ubóstwa, w którym pulsuje zawiść, gniew, okrucieństwo i przemoc.
W atmosferze zbliżającego się międzynarodowego turnieju szachowego pewien uznany psychiatra, doktor Spethmann, musi zmierzyć się nie tylko z dziwnym przypadkiem jednego ze swych pacjentów, genialnego szachisty Rosenthala, ale zostaje również wmieszany w polityczną intrygę.
Próbuje dociec przyczyny nocnych lęków pięknej Anny Pietrowny, w której się zakochuje, i dotrzeć do tajemniczych związków, jakie łączą jego córkę z zamordowanym właśnie terrorystą. Rozgrywana partia szachów, podobnie jak zawiłości fabuły, prowadzi do
Zugzwangu - sytuacji bez wyjścia". Tyle o książce mówi wydawca.

Książka jest całkiem niezła. Wciągnęła mnie niemalże od pierwszej strony, bo:
- intryga ciekawa - mnóstwo zagadek, które muszą zostać rozwiązane,
- barwnie nakreśleni bohaterowie,
- wartka akcja - momentami tempem przypomina Wielką Pardubicką,
- częste zwroty akcji - kilkakrotnie wydawało mi się, że wiem kto jest dobry, a kto zły,a  potem sytuacja zmieniała się o 180 stopni.

Doceniam starania autora (potwierdzone obszerną bibliografią) aby jak najwierniej przedstawić słynne rozgrywki szachowe, oraz tło społeczno - polityczne Rosji z początku XX wieku.

Gdybym tylko potrafiła zapomnieć o zakończeniu, które moim zdaniem autorem położył zupełnie, powiedziałabym, że to bardzo dobra książka. Aczkolwiek jest to moje subiektywne spotrzeżenie, bo moja mama twierdzi, że zakończenie jest bardzo dobre. Dlatego polecam tę książkę, zwłaszcza tym, którzy potrzebują ciekawej, ale niezbyt wymagającej lektury na długie grudniowe wieczory.

21:04, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »

Witajcie!!

Na ulicach zrobiło się już całkiem świątecznie. Choinki, światełka i mikołaje są już w większości sklepów, więc postanowiłam, że na ten zimowy czas powrócę do szablonu katemac, z którego korzystałam także w ubiegłym roku, i który bardzo przypadł mi do gustu.

Grudzień to miesiąc wszelkich podsumowań. Pora wybrać Książkę 2009 Roku. Tym razem nie muszę się długo zastanawiać. Nie mam najmniejszych wątpliwości, która pozycja zajmie I miejsce, ale nie zdecydowałam jeszcze, które książki znajdą się na dalszych miejscach. Dlatego o szczegółach napiszę za jakiś czas.

Powoli przygotowuję też recenzje przeczytanych ostatnio książek, a trochę się tego nazbierało. Pozdrówka.

 

 

17:22, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 października 2009

 

Pamiętam, że całkiem niedawno pisałam o tym, jakie mam szczęście do lektur. Każda czytana przeze mnie książka okazuje się strzałem w przysłowiową dychę. Wiedziałam, że los się musi odwrócić i tak się stało.

Ostatnio trafiłam na kilka książek, które delikatnie mówiąc - nie zachwyciły.

 

1. "Niewidzialne miasto" - Emili Rosales.
Podobno uznano go za jednego z najbardziej interesujących głosów nowego hiszpańskiego pokolenia. Carlos Ruiz Zafon mówi o nim: "obiecujący" i podkreśla, że "Niewidzialne miasto" stanowi uwodzicielską mieszankę intrygi, sztuki i tajemnej historii Europy". Ja poza mieszanką, w właściwie misz-maszem, nie znalazłam w tej książce nic. Akcja się plącze, momentami tak bardzo, że nie miałam pojęcia o którym okresie życia bohatera czytam. Narracja dla mnie zupełnie nieprzyswajalna. Ciągle traciłam wątek i musiałam wracać do początku strony lub zdania. W końcu się poddałam. Trochę mi szkoda bo autor miał fajny pomysł na książkę. Wierzę, że komuś może się spodobać. Mi niestety nie.

 

2. "Kobieta w wynajętych pokojach" - Katarzyna T. Nowak.
Z tą książką sytuacja wygląda inaczej. Autorka pisze naprawdę dobrze, książkę przeczytałam do ostatniej strony. Ale bohaterka wywołała we mnie tyle negatywnych uczuć, że do tej pory się wzdrygam na samo jej wspomnienie. Jakaś taka antypatyczna, egoistyczna, niepozbierana, śpiąca do południa i nie potrafiąca wybrać pomiędzy dwoma mężczyznami. W realnym świecie od takich ludzi uciekam jak najdalej. Od tej książkowej postaci też miałam ochotę uciec. W sumie duży plus dla autorki za stworzenie tak wyrazistej postaci :-)

 

 

 

3. "Umiłowana" - Toni Morrison.
Ta książka to jeden wielki wyrzut sumienia. Bardzo chciałam ją przeczytać. Bardzo długo szukałam jej w bibliotekach. W końcu przyniosłam ją do domu i niemalże od razu zaczęłam czytać. Na początku jakoś szło, ale z każdym dniem było gorzej. Nie czuję tych czarnoskórych klimatów. Nie pociągają mnie ich wierzenia, nie rozumiem ich patrzenia na świat. Gdy definitywnie odkładałam tę książkę na półke czułam wielkie rozczarowanie, bo nie tego oczekiwałam. Moze kiedyś do niej wrócę. Póki co nie mam ochoty.

18:29, rr-odkowa
Link Komentarze (7) »
niedziela, 11 października 2009



Będzie to wpis o tym jak zostałam fanką Michala Viewegha. Poszukuję, póki co bezskutecznie, jego książek w bibliotekach, ale po przeczytaniu "Wychowania dziewcząt w Czechach" i ostatnio "Sprawy niewiernej Klary" czuję, że ten autor zwyczajnie mi pasuje. Lekkie, współczesne pióro, erudycja, sporo ironii i męskie spojrzenie na świat daje mieszankę, która do mnie przemawia.

"Sprawa niewiernej Klary" to powieść, która łączy w sobie wątki sensacyjne, romansowe i obyczajowe i wciąga niemalże od pierwszej strony. Do jednej z praskich agencji detektywistycznych, która specjalizuje się w śledzeniu niewiernych małżonków zgłasza się pewien bardzo znany pisarz. Pierwsze spotkanie odbywa się pod hasłem: "potrzebuję informacji do nowej książki". Oczywiście to tylko pretekst, gdyż tak naprawdę Norbert Czerny ma podejrzenia iż jego młoda dziewczyna nie jest mu do końca wierna. Właściciel agencji - Denis Pravda przyjmuje zlecenie. Tak w skrócie rozpoczyna się ta książka. Dalej jest już tylko lepiej. Klara jest śledzona, Denis Pravda, za namową żony (!!!!) wdaje się w romans z koleżanką z pracy (ot, taka męska fantazja autora!!), a Norbert Czerny szaleje z niepokoju i zazdrości. W pewnym momencie akcja przenosi się nawet na inny kontynent (do Chin z postojem w Helsinkach), ale podejrzewam, że nawet gdyby miała rozgrywać się na jednej tylko praskiej ulicy, byłoby równie ciekawie i wciągająco.

Sporo w tej książce erotyki i męskich fantazji, ale absolutnie mnie to nie raziło. W końcu historia wymyślona przez autora wymagała nieco "pieprzu" i frywolności, a całość czyta się naprawdę świetnie. "Sprawa niewiernej Klary" wydaje się być idealnym, niemalże gotowym materiałem na scenariusz filmowy. Podczas lektury sceny, niczym z filmu, same pchają się do głowy.

Tak więc z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem kolejna "piątka" dla Michala Viewegha.

18:19, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 października 2009

 

 

Któregoś dnia, w drodze "do" i "z pracy", przeczytałam przecudną książeczkę "O bibliotece". Jest ona lekturą obowiązkową wszystkich tych którzy lubią czytać książki o książkach :-)

Książeczka ma niecałe 50 stron i jest bardzo w stylu Eco ;-). Podziwiam jego wielką erudycyję, lubię to inteligentne i trochę złośliwe poczucie humoru i ciągle obiecuję sobie, że znowu przeczytam "Imię róży".

"O bibliotece" to dość specyficzny przewodnik między magicznymi regałami pełnymi książek. Cudowne są ulubione biblioteki autora. Jedna znajduje się w Toronto, druga w Yale. Obie otwarte są do północy (!!!), świetne (choć różne) katalogi i w obu czytelnik może krążyć między półkami.O ileż przyjemniejsze jest wypożyczanie książek, gdy samemu można buszować między regałami i szukać czegoś wyjątkowego. W Toronto można wybrać sobie książkę i udać się do sali, w której wygodne fotele zachęcają do zagłębienia się w lekturze. Natomiast w bibliotece w Yale czytelnik sam zapala sobie światło między regałami wśród których "bardzo łatwo można  na przykład popełnić morderstwo i ukryć trupa pod półkami z atlasami geograficznymi, a odnaleziony zostanie po upływie całych dziesięcioleci..." (str. 25).

Momentami książka Eco przypomina poradnik dla różnej maści złoczyńców. Podpowiada jak najłatwiej skopiować całą pozycję, gdzie najłatwiej ją ukraść.

No i na koniec fragment, który szczególnie mnie rozbawił, czyli jak powinna wyglądać prawdziwa biblioteka "z piekła rodem". Eco wymienia kilka cech takiej biblioteki, z których kilka (no wypisz - wymaluj) do złudzenia przypominają moją akademicką czytelnię. Mam nadzieję, że teraz wygląda ona trochę lepiej, ale kiedyś było tak:

"A. Katalogi winny zawierać jak najwięcej działów; trzeba bardzo pieczołowicie oddzielić katalog książek od katalogu czasopism, a oba od katalogu rzeczowego, jak również książki ostatnio nabyte od książek nabytych dawniej. Jeśli to tylko możliwe, ortografia w obu tych katalogach (nabytków nowych i dawnych) winna być odmienna [...]

C. Sygnatury winny być niemożliwe do przepisania, w miarę możliwości rozbudowane, aby ten, kto wypełnia rewers, nie miał nigdy dość miejsca na wpisanie ostatnich symboli i uznał je za nieważne, a dzięki temu obsługujący mógł zwrócic rewers z żądaniem uzupełnienia.

D. Czas między zamówieniem a dostarczeniem książki winien być bardzo długi.[...]

G. W miarę możliwości winno nie być w ogóle ani jednej fotokopiarki; jeśli jednak jakaś już się znajdzie, dostęp do niej winien być bardzo czasochłonny i kłopotliwy, cena wyższa niż na mieście, limity kopii bardzo niskie, nieprzewyższające dwóch albo trzech stroniczek.

H. Bibliotekarz winien uważać czytelnika za wroga, nieroba (w przeciwnym razie byłby przecież w pracy), za potencjalnego złodzieja.[...]

J. Dział informacji winien być nieosiągalny.

K. Należy zniechęcać do wypożyczania.

L. Wypożyczenia międzybiblioteczne winny być niemożliwe, a w każdym razie trwać całymi miesiącami. Najlepiej jednak zagwarantować sobie niemożliwość zapoznania się ze stanem posiadania innych bibliotek. [...]

N. Winno być całkowicie niemożliwe zjedzenie czegokolowiek w obrębie biblioteki i w żadnym razie nie powinno być mowy o posilaniu się poza biblioteką bez odłożenia wszystkich książek, z których się korzysta, tak by po wypiciu kawy trzeba było zamówić je od nowa.

O. Niemożliwe winno być odzyskanie czytanej książki następnego dnia.

P. Niemożliwe winno być uzyskanie informacji, kto pożyczył brakującą książkę. [...]" ;-)

Jednym słowem .... POLECAM!!!!!

 

18:47, rr-odkowa
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
O autorze
Zakładki:
Czytam:
Napisz do mnie
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2008 roku
Szablon bloga wybrany z katalogu
Tu zaglądam
Ulubione blogi książkowe
Ulubione blogi różne
Spis moli