rr-odkowa
RSS
niedziela, 06 lutego 2011

Znalazłam dla mojego bloga inne miejsce. Zapraszam już teraz, choć przenosiny pewnie chwilę potrwają.

Nowy adres: ksiazkowodolne.blogspot.com

18:39, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 czerwca 2010

Długo nie pisałam, ale żadna z ostatnio przeczytanych książek nie wzbudziła we mnie głębszych uczuć i potrzeby napisania o niej. Czytałam, ku własnemu zdziwieniu, głównie kryminały i książki sensacyjne. Wcześniej zdarzało mi się czytać takie książki, ale jedną po drugiej !!?? Nigdy. Tymczasem przez minione dwa miesiące przeczytałam kilka książek tzw. "akcji". Być może wynikało to z faktu totalnego rozczarowania "Żółtymi cytrynkami" Kajsy Ingemarsson. Kupiłam tę książkę z niemal stuprocentowym przekonaniem, że będzie mi się podobać:
- bo lubię szwedzką literaturę,
- bo opis na okładce był bardzo zachęcający,
- bo początek zapowiadał fajną, pozytywną książkę

Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie było ani fajnie, ani pozytywnie, ani interesująco. "Agnes to prawdziwa szczęściara. Wyrwała się z sennego miasteczka, ma prestiżową pracę w najlepszej restauracji w Sztokholmie, wspierających ją rodziców i kochającego chłopaka. Czy musi martwić się o swoją przyszłość? Tak - bo szczęście nagle ją opuszcza. Agnes nie ma jednak zamiaru sie poodać. Przecież każdy koniec jest tylko początkiem czegoś nowego .... "Żółte cytrynki" to powieść o poszukiwaniu samej siebie, o miłości i przyjaźni, ale zwłaszcza o odwadze, która pozwala postawić wszystko na jedną kartę i podjąć w życiu właściwą decyzję."

Powiem szczerze, że już dawno żaden z bohaterów powieści tak mnie nie wkurzał jak ta dziewczyna. Brakowało jej logicznego myślenia, umiejętności wyciągania wniosków i składania różnych faktów w całość, czyli tego wszystkiego, co cenię u ludzi. Źle oceniała ludzi i uparcie trzymała się swojej oceny, choć wszelkie fakty świadczyły, że się myli. A już totalnie wkurzała mnie, gdy oburzała się i dziwiła dlaczego jej rodzice zakładają w necie stronę o swoim ogrodzie, zamieszczają zdjęcia i dzielą się swoją wiedzą na temat upraw. Nie rozumiała kto może chcieć czytać o ogrodzie. Ja nie czytam o ogrodach, a przynajmniej robię to rzadko, ale to nie znaczy, że nie dostrzegam ludzi, dla których nasionka, roślinki i grzebanie w ziemi jest wielką pasją. Cały urok w tej różnorodności. Oj, w ogóle wymęczyła mnie ta książka okrutnie i zastanawiam się dlaczego już wcześniej nie odstawiłam jej na półkę.

No a potem zachciało mi się czytać te kryminały i sensacje.
- Mark Alpert - "Teoria ostateczna" - "Wybitny fizyk, asystent Einsteina, 79-letni Hans Kleinman, zostaje napadnięty i ciężko pobity. Bliski śmierci prosi o spotkanie z przyjacielem i uczniem, Davidem. Umierając, podaje mu tajemniczy ciąg szestnastu cyfr .... Od tej chwili David staje się zwierzyną łowną. Poluje na niego FBI i płatny morderca działający na zlecenie tajemniczych mocodawców. Gdy w niewyjaśniony sposób giną dwaj inni współpracownicy Einsteina. David z pomocą dawnej znajomej, profesor fizyki, postanawia rozwiązać zagadkę teorii ostatecznej. Czy zwykły człowiek jest w stanie pokrzyżować plany najbardziej wpływowych ludzi na świecie?"

- Michael Connelly - "Cmentarzysko" - "Kiedy pies jednego z mieszkańcow okolicy Hollywood Hills znajduje kość, wydaje się, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale właściciel zwierzęcia - emerytowany lekarz - rozpoznaje w zdobyczy pupila ludzkie szczątki. Policja podczas przeszukiwania terenu odkrywa niemal kompletny szkielet chłopca. Badania kryminalistyczne ujawniają, że ofiara została zamordowana kilkanaście lat wcześniej, a za życia była regularnie maltretowana. Detektyw Harry Bosch rozpoczyna śledztwo, by rozwikłać mroczną zagadkę sprzed lat. Jednak po upływie tak długiego czasu dochodzenie jest niezwykle trudne, a władze naciskają, by jak najszybciej zamknąć sprawę."

- Marek Krajewski - "Śmierć w Breslau" - W tym tomie Eberhard Mock rozwiązuje zagadkę morderstwa młodej wrocławskiej arystokratki. Pomaga mu, przysłany z Berlina, młody policjant Herbert Anwaldt.

A gdy już rozszyfrowałam zagadkę ostatniej zbrodni poczułam, że pora na jakąś dobrą, obyczajową książkę. I przeczytałam "Norwegian Wood" Haruki Murakamiego. Ale o niej napiszę już w następnym wpisie ...... niebawem :))

13:56, rr-odkowa
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 kwietnia 2010

Wciąż nie mogę uwierzyć .......

08:50, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 kwietnia 2010

 

Ach! Ach! Ach! - Takie słowa zachwytu kieruję pod adresem książki "Mam łóżko z racuchów" i zachwyt ten nie jest ani trochę na wyrost :))

Bardzo, bardzo podobała mi się ta książka. Choć początek nie zapowiadał aż tak dobrej książki, to im dalej w treść, tym lepiej. Jest to bajkowa opowieść o pewnej przedziwnej trzypokoleniowej rodzinie Zingów, której poczynań nie mogłam zrozumieć przez pół książki. Wiedziałam tylko, że Zingowie mają jakiś Sekret, spotykają się na tajemniczych zjazdach i omawiają ów Sekret, przeprowadzają także jakieś prace konserwacyjne. We wszystko wtajemniczeni są także partnerzy członków rodziny. Oprócz tych bohaterów, ważną, a właściwie najważniejszą rolę odgrywa Cath Murphy. Cath jest nauczycielką w szkole podstawowej, zaocznie studiuje prawo, ma niebywałe szczęście w przeróżnych konkursach (wygrywa wycieczki, samochody itp.) i kocha się w koledze z pracy Warennie. Jedną z jej podopiecznych jest Cassie Zing, której mama bezustannie pisuje krótkie, sympatyczne liściki do nauczycielki, mimo iż nigdy się nie spotkały. I jest jeszcze Magiczna Księga z zaklęciami. Zaklęcia te wywołują różne w skutkach perypetie rodziny i osób z nimi powiązanych.

W pewnym momencie staje się jasne, że rodzina Zingów i Cath Murphy mają ze soba jakiś związek, ale wszystko wyjaśnia się właściwie pod koniec książki. Aczkolwiek nie trzeba być Einsteinem, żeby samemu rozwiązać niektóre zagadki. A gdy już przeczyta się ostatnią stronę to właściwie można zacząć ją czytać od nowa i od razu rozumieć wiele wydarzeń, które wcześniej wydawały się zupełnie bez sensu.

Dlatego gorąco polecam "Mam łożko z racuchów" Jaclyn Moriarty, bo jak na razie to najlepsza moja książka tego roku :))

21:23, rr-odkowa
Link Komentarze (6) »
piątek, 26 marca 2010

 

Powoli czytam "Firmina" i wpadam w coraz większy zachwyt (choć na początku, pomimo przeczytania licznych pozytywnych recenzji, nie bardzo mi się ten cały Firmin podobał), a w tak zwanym międzyczasie przeczytałam książkę Kaylie Jones pt. "Córka żołnierza nie płacze". Kaylie Jones jest, jak nazwisko pozwala się domyśleć, córką znanego pisarza Jamesa Jonesa.

["Córka żołnierza nie płacze" to wzruszająca, przenikliwa i przewrotna opowieść o dorastaniu i więzach rodzinnych, historia inspirowana wspomnieniami autorki z dzieciństwa spędzonego w Paryżu i na Long Island.
Życie Channe, rozpieszczonej jedynaczki, zmienia się dramatycznie, gdy jej rodzice, pisarz Bill Willis i jego żona Marcela, adoptują francuskiego chłopca, Benoit. Kaylie Jones z wielką wrażliwością i zrozumieniem ukazuje skomplikowane, zmienne relacje między bratem, siostrą, matką i ojcem, z których każde zmaga się z własnym doświadczeniem utratu i trudami dojrzewania...
]

Tyle z okładki. Ja natomiast nie bardzo wiem co powinnam o tej książce napisać. Bo z jednej strony zgadzam się, że jest wzruszająca, a momentami jest też przewrotna. Dla mnie na pewno była prawdziwa. Czuje się, że autorka w dużej mierze pisze o sobie i swojej rodzinie. Opowiada o latach spędzonych we Francji, o szkole (właściwie szkołach), braku akceptacji i przyjaźniach - często trudnych i dziwnych, o przeprowadzce do Stanów i nowych znajomościach. Dużo miejsca w tej historii zajmuje ojciec, który jest niezwykle silną osobowością i ma duży wpływ na Channe, dużo większy niż matka. Momentami jest może zbyt liberalny, co niejednokrotnie sam sobie wyrzuca, ale na pewno ma dobry kontakt z córką.

To ciekawa i naprawdę dobrze napisana książka, ale - i to jest to "z drugiej strony" - jak dla mnie trochę zbyt zwyczajna i oczywista. Ot, takie tam wspomnienia. Myślałam, że relacje między przybranym rodzeństwem będą jakieś dziwne i pokręcone, a tymczasem są takie tylko na początku. Channe jest jedynaczką i nagle musi dzielić się uwagą rodziców i opiekunki z bratem. A i Benoit na początku jest przestraszonym i zagubionym dzieckiem ciągnącym za sobą walizkę. Całe szczeście sytuacja prostuje się dosyć szybko, ale zdziwiło mnei to, gdyż z opisu książki wynikało, że te relacje będą trudne. Myślę sobie, że może bardziej doceniłabym tę książkę gdybym znała twórczość Jamesa Jonesa. Niestety literatura wojenna nie należy do moich ulubionych.

Choć nie dam "Córce zołnierza..." pięciu gwiazdek to mimo wszystko polecam tę książkę. Polecam ją zwłaszcza tym, którzy potrzebują zwyczajnej obyczajowej powieść, bez romansu, sensacji i horroru w tle.

 

 

19:49, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 marca 2010

Od dawna miałam ochotę na grubą i wciągającą powieść o historii sprzed wieków. Na powieść, która zawładnie moimi myślami na długo. Trochę czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniej lektury, ale w końcu trafiłam na "Szkarłatny płatek i biały". Naprawdę był to strzał w dziesiątkę. Każdą wolną chwilę (a w styczniu właściwie nie mam wolnych chwil) wykorzystywałam na lekturę. W międzyczasie udało mi się wypożyczyć "Jabłko" będące pewnego rodzaju dopiskiem i podsumowaniem "Szakrłatnego płatka .... .

Akcja powieści rozgrywa się w XIX-wiecznym Londynie. Poznajemy jego ciemne, brudne zaułki, ale też te bogatsze i lepsze dzielnice. Poruszamy się po jego uliczkach w ślad za głównymi bohaterami. Niemalże depczemy im po piętach, przysłuchujemy się ich rozmowom, widzimy ich miny i gesty. Główną bohaterką powieści jest Sugar - młoda, rudowłosa prostytutka. Należy ona do tak grona tych bardziej eksluzwnych pań do towarzystwa, gdyż jak sama mówi - wie czego pragnie mężczyzna i potrafi mu to dać. Dziewczyna jest nieprzeciętna, ma ambicje i bardzo chce zmienić swoje życie. I oto w jej życiu pojawia się William Rackham, który odziedziczył po ojcu firmę kosmetyczną, ale brakuje mi energii i pomysłu na prowadzenie interesu. Bodźcem staje się dla niego Sugar, która żywo interesuje się jego pracą - uważnie słucha, wspiera i doradza - to nic, że nie robi tego bezinteresownie. Rackham zafascynowany jej licznymi zaletami postanawia mieć ją tylko dla siebie i wynajmuje dla niej eksluzywny apartament. Zależność między tą dwójką staje się coraz silniejsza. Sugar czując, że to właśnie William może pozwolić jej zmienić swoje życie, bardzo stara sie nie zawieźć go, a jednocześnie potajemnie śledzi jego i jego rodzinę, po to aby wiedzieć o nim jak najwiecej. W końcu, dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności, dziewczyna zostaje guwernantką Sophie - córki Rackhama. Do czego doprowadzi ta sytuacja ??? Oj, będzie się działo. Nie sposób opowiedzieć nawet skrótu tej książki, bo oprócz głównych bohaterów, poznajemy całą plejadę innych osób - z których właściwie każda jest świetnie nakreślona, jak choćby pani Fox, czy Agnes Rackham. Poza tym nie chciałabym zdradzać różnych faktów, których lepiej nie wiedzieć przed lekturą.

Powiem tylko, że już dawno nie czytałam tak wciągającej i pasjonującej książki i dlatego z pełnym przekonaniem daję:

PS. Jeszcze tego samego wieczora, przeczytałam "Jabłko", które jest pewnego rodzaju epilogiem i uzupełnieniem "Szkarłatnego płatka i białego". Również polecam!!

17:45, rr-odkowa
Link Komentarze (8) »

Niemoc twórcza chyba powoli mija :) (Dzięki wielkie za słowa otuchy!!!)

Na początek zmieniłam szablon, bo tamten, choć mój ulubiony, nijak nie pasuje do zbliżającej się wiosny. Bo pomimo śniegu za oknem wiosna coraz bliżej, prawda?? :)... przynajmniej ta kalendarzowa.

 

12:28, rr-odkowa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 marca 2010

Żeby mi się choć w połowie chciało tak jak mi się nie chce.....

Trudno mi w to uwierzyć, ale nie chce mi się pisać. Narobiłam tyle zaległości, że przez miesiąc będę to nadrabiać. Kilka świetnych książek czeka na recenzję, a ja mam niemoc twórczą. Mam nadzieję, że to tylko przesilenie wiosenne, bo jak mi tak zostanie na dłużej to zgroza!!

Tymczasem pozdrawiam wszystkich ciepło. Nie dajcie się wirusom i wyglądajcie wiosny :)

21:28, rr-odkowa
Link Komentarze (5) »
sobota, 23 stycznia 2010

1. Trylogia Millenium ("Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna która igrała z ogniem", "Zamek z piasku który runął") Stieg Larsson - to bezapelacyjny numer jeden. Głównie za to, że ja - rasowy śpioch zarywałam noce, bo nie potrafiłam oderwać się od tych grubych tomiszczy i biłam wszelkie rekordy w szybkości czytania - 800 stron w weekend to chyba nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło ;-).

2. "Lala" Jacek Dehnel. Przepiękna, przecudnie opowiedziana historia życia babci autora. Ciągle jestem pod wrażeniem, że ten młody autor potrafi tak pięknie i zajmująco opowiadać. Celowo użyłam słowa "opowiadać", bo jego książki są niczym historie opowiadane przy kominku czy kuchennym stole.

3. "Droga" - Cormac McCarty. Głównie za niemożność zapomnienia. Choć przeczytałam ją już kilka miesięcy temu, ciągle wracam do niej myślami i czuję ciarki na plecach. Bez dwóch zdań - najbardziej wstrząsająca i przerażająca książka 2009 roku.

4. "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)" - K. J. Jerome - za przecudowne poczucie humoru i lekkość pióra. To książka dobra na chorobę, chandrę i mróz za oknem :)

5. "Kochający na marginesie" - Johanna Nilsson - za wielki potencjał autorki, za wyraziste, świetnie naszkicowane postaci i niedosyt (w pozytywnym znaczeniu) jaki pozostał po lekturze.

Wybór był trudny, bo ubiegły rok obfitował w dobre i warte zapamiętania książki, ale skoro zdecydowałam się na TOP 5 to musiałam coś odrzucić. Mam nadzieję, że obecny rok będzie pod tym względem równie udany. Książka "Szkarłatny kwiatek i biały" którą teraz czytam jest tego dobrą zapowiedzią. Recenzja mam nadzieję wkrótce, choć czasu mam teraz troszkę mniej, bo przybył mi nowy pies i na brak zajęć nie narzekam :)

Pozdrawiam wszystkim serdecznie !!

11:58, rr-odkowa
Link Komentarze (7) »
sobota, 02 stycznia 2010

 

Nie wiem jak Wam, ale mi na początku roku trudno jest skupić na inteligentnej i wymagającej lekturze. Ponadto sytuacji nie ułatwia fakt, że w Trójce "leci" Top Wszechczasów i Podsumowanie Roku LP3. Na taki czas potrzebuję książki, która będzie łatwa, lekka i przyjemna acz niekoniecznie totalnie durnowata. No i taką znałazłam ..... na półce u moich rodziców :-).

Robin Pilcher - syn swojej słynnej matki (angielskiej autorki powieści dla kobiet) napisał książkę "Warte ryzyka". Na okładce znajduje się zdanie: "Czasem warto zaryzykować, bo życie to fantastyczna przygoda" - swoiste motto na początek roku :-)
Głownym bohaterem jest Dan Porter - mężczyzna, któremu wydaje się, że wiedzie idealne życie. Ma piękny dom, cudowną (sic!) żonę, trójkę dzieci i dwa psy. Niedawno stracił pracę w City, ale wydaje się nie przejmować tym zbytnio. Rozgląda się za czymś nowym, przy okazji ciesząc się czasem spędzanym w domu. Jego radości i optymizmu nie podziela żona Jackie, która jest ciągle zestresowaną i zapracowaną business-woman. Zbieg okoliczności sprawia, że Dan przegląda gazetę "Woman`s Weekly". Znajduje w niej artykuł o kobiecie, która postanawia sprzedać dobrze prosperującą firmę znajdującą się gdzieś w Szkocji. Firma szyje kultowe ubrania młodzieżowe, znane pod marką Wagabunda. Dan postanawia pojechać do Szkocji i przyjrzeć się firmie z bliska. Niestety na miejscu okazuje się, że firma została już sprzedana, ale.......

Optymistyczna i niewymagająca była to lektura. To nic, że nie należy do arcydzieł i że za kilka miesięcy pewnie zupełnie o niej zapomnę :-). Dobrze jest zacząć rok od takiej pozytywnej książki :-))))

23:01, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
Przeczytane w 2010 roku
Aktualnie czytam
Napisz do mnie
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2008 roku
Szablon bloga wybrany z katalogu
Tu zaglądam
Ulubione blogi książkowe
Ulubione blogi różne
Spis moli