rr-odkowa
RSS
wtorek, 23 grudnia 2008

Ostatnio kiepsko wychodzi mi przeglądanie książek;-) Dzisiaj po południu poproszono mnie o zapakowanie książki, która ma być prezentem gwiazdkowym. Nie chodzi o to, że mam jakieś szczególne zdolności w kwestii pakowania. O nie! Chodziło raczej o to, że mam ładny złoty papier :-) No więc przyniosłam książkę do domu, a że przepięknie wydana i już wcześniej miałam ochotę ją przeczytać, zaczęłam sobie przeglądać. Potem przeczytałam pierwszą stronę, drugą, trzecią .... i poszło. Po czterech godzinach było po wszystkim.

Książką, która sprawiła, że mycie łazienki i kuchni samoistnie przełożyło się na okres poświąteczny (święta spędzam poza domem, więc nie będzie tragedii) jest "Stuhrowie. Historie rodzinne" Jerzego Stuhra. Cudna książka. Idealny prezent dla mamy, babci, teściowej i każdego, kto interesuje się przeszłością swojej rodziny lub uważacie, że powinien się zainteresować. Idealna lektura na ten przedświąteczny czas. Bardzo ciepła, refleksyjna, choć nie pozbawiona "szwejkowego" poczucia humoru typowego dla autora. Książka, która uświadamia jak ważna są korzenie, wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie, jak ważna jest po prostu rodzina. Czytając ją miałam wrażenie, że słyszę Jerzego Stuhra opowiadającego o losach swoich przodków. Zresztą, jeśli ukaże się wersja audio nie wyobrażam sobie, że lektorem mógłby być ktoś inny niż on. 

Bardzo świątecznie nastroiła mnie ta książka i cieszę się strasznie, że mam ten złoty papier w domu i mogłam ją ładnie zapakować, a przy okazji przeczytać.  

21:38, rr-odkowa
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 grudnia 2008

Uwielbiam książki takie jak wspominana w poprzednim wpisie "Plaża muszli".
Naprawdę uwielbiam i zachęcam wszystkich do lektury. 

Narratorką jest Ulrika. Poznajemy ją w momencie gdy przywozi swoich synów do miejsca, gdzie jako dziewczynka spędzała wakacje. Gdy przez okna zaglądają do wnętrza domu rodziny Gattmanów powracają wspomnienia z dzieciństwa, o przyjaciółce Anne Marie, o jej adoptowanej hinduskiej siostrze Mai, o tragicznych wydarzeniach które miały miejsce w 1972 roku. Ponadto, chłopcy podczas zabawy na Plaży Muszli, odnajdują ludzki szkielet. Do kogo należy? Jakie jeszcze tajemnice skrywa ta plaża? Oprócz narracji Ulriki mamy w tej książce równolegle przedstawianą historię Kristiny - dziewczyny z silną dysfunkcją społeczną. Kristina nie lubi ludzi, zakłada maski zwierząt żeby ochronić swoją twarz przed spojrzeniami obcych, aż w końcu przeprowadza się na pustkowie gdzie chodzi śladami zwierząt i ptaków i zbiera pozostawione przez nie "skarby" - skorupki jaj, kości, muszle. W pewnym momencie los tej dziewczyny i małej hinduskiej sieroty Mai łączą się. Maja zdecydowanie bardziej pasuje do świata Kristiny niż do rodziny Gattmanów - nie mówi, słyszy głosy zwierząt, maluje niezliczone ilości ptaków, jednym słowem jest "inna"..... Co wyniknie z tej historii??? Dowiecie się z książki. Ja byłam zachwycona. Podobało mi się w tej książce wszystko .... niebanalna historia, świetne zakończenie, wyraziści bohaterowie, skandynawski klimat. Naprawdę wszystko !!

Polecam .... polecam .... polecam :-)  

 

20:51, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2008

Miałam kilka dni przerwy w czytaniu. Wiem, że to brzmi strasznie, ale różne życiowe perypetie i zawirowania sprawiły, że nie mogłam skupić się na żadnej książce. Czy czasami też tak macie? Dla zabicia czasu i zapomnienia o problemach oglądałam ......... "Pitbulla" (serial o warszawskich policjantach z Wydziału Terroru). Pożyczyłam wszystkie odcinki od kolegi i oglądałam. Codziennie po kilka. Wciągnęłam się niesamowicie i gdy w poniedziałek ten mega- długi seans dobiegł końca dosyć dziwnie się czułam.

Ale za to wczoraj zaczęłam przeglądać nowe książki na mojej półce - m. in. "Plażę muszli" Marie Hermanson. Nawet nie wiem kiedy to przeglądanie skończyłam na 150 stronie. Rewelacyjna książka. Z ciekawą fabułą i klimatem, że ach ..... Recenzja wkrótce. 

Muszę też wrócić do książki "A Thousand Spelndid Suns". Czytam ją w oryginale i na ppoczątku wydawało mi się, że napisana jest zbyt trudnym dla mnie angielskim. Na szczęście okazało się, że wcale tak nie jest. Musiałam tylko przyswoić sobie słówka związane z kulturą Afganistanu. Teraz czyta mi się ją bardzo dobrze.                                       

12:07, rr-odkowa
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 grudnia 2008

Jak zwykle czytam kilka książek jednocześnie, między innymi "Grecki skarb" Irvinga Stone`a. Ten facet potrafił pisać świetne powieści. Gdy wiele lat czytałam "Udrękę i ekstazę" postać Michała Anioła tak mnie zafascynowała, że przeczytałam potem wszystko co udało mi się zdobyć na jego temat. Czuję, że tym razem będzie podobnie.

Wyobraźcie więc sobie moją radość, gdy w piątkowym dodatku do Gazety Wyborczej przeczytałam, że w wakacje w Hrubieszowie będzie można podziwiać "skarby" znalezione przez Schliemanna!! Wystawa zostanie przywieziona z Niemiec. Co prawda do Hrubieszowa mam trochę ponad 100 km, ale co mi tam, w końcu to nie koniec świata. A takiej okazji nie przepuszczę. Muszę na własne oczy zobaczyć co Schliemann wykopał. 

http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,6029674,Skarby_Troi_na_Lubelszczyznie.html

Szkoda, że to dopiero za pół roku :-(

13:30, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 grudnia 2008

 

Przypadkowo, na bibliotecznej półce z nowościami odkyłam "Dom na pustkowiu" Andrei Marii Schenkel, a że tytuł nie był mi obcy, bo drogie książkowe blogowiczki już o niej pisały no więc wypożyczyłam. Wypożyczyłam i nie żałuję, bo to dobra książka. Od razu poczułam atmosferę tej książki, atmosferę typowo kryminalną ;-) - odludzie, paskudna pogoda i wszechoogarniające ciemności. W domu na skraju wsi popełniono zbrodnię. Ktoś zamordował rodzinę Dannerów. Dannerowie nie byli lubiani we wsi. Ludzie mówili o nich, że są  posępni, nazywano ich odludkami i dziwakami. I oto nagle, jednej nocy, wszyscy zostają zamordowani. Nie wiadomo kto ani dlaczego dopuścil się takiej zbrodni, zbrodni okrutnej, bo zginęły w niej także dzieci. Do wsi przyjeżdża pewna kobieta. Nie znamy jej imienia, właściwie nic o niej nie wiemy, poza tym, że dawno temu spędzała tu wakacje. Próbuje dowiedzieć się co tak naprawdę stało się w domu Dannerów. Relacja z jej prywatnego śledztwa tworzy fabułę książki. Efekt jest rewelacyjny. Odnosi się wrażenie, że uczestniczy się w śledztwie. Książka składa się z krótkich rozdziałów zazwyczaj zaczynających się tak:

"Hermann  Mullner, nauczyciel, lat 35

Nie będę mógł pani za bardzo pomóc, ponieważ zostałem przeniesiony do tutejszej szkoły dopiero na początku tego roku szkolnego [...]. Mała Maria-Anna, takie jest jej właściwe imię, była w mojej klasie. ..."

albo

"Georg Hauer, rolnik, lat 49

Po raz ostatni widziałem Dannera w piątek. Taaak, osiemnastego marca. W tym dniu chciałem pojechać do Einhausen. Musiałem tam odebrać coś ze sklepu żelaznego. Chcę w tym roku wybudować nową stodołę. Dlatego wziąłem furmankę..... "

I z tych relacji ludzi oraz retrospekcji powoli odkrywamy prawdę, która jak na dobry kryminał przystało, jest zupełnie inna niż z początku się wydawało. 

Cieszę się, że trafiłam na tę książkę w bibliotece, bo choć nigdy nie byłam wielką fanką kryminałów, to ten przeczytałam z dużym zainteresowaniem. W tym roku to chyba moja pierwsza pozycja z tego gatunku i fajnie było poczuć dreszczyk emocji.

19:44, rr-odkowa
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 grudnia 2008

Już kiedyś wspominałam, że "Samotność w sieci" była dla mnie bardzo ważną książką i jakoś mi z J. L. Wiśniewskim było po drodze. Wczoraj skończyłam czytać "Artymię uczuć" - wywiad - rzekę z autorem "Samotności ...." i już wiem skąd ta moja sympatia do niego. Znam taki przypadek z autopsji :-)

A wywiad bardzo mi się podobał. Duża w tym zasługa Doroty Wellman. Babka ma ma klasę. Jednocześnie jest wnikliwa, ale nie napastliwa. Fajnie pytała, a Wiśniewski fajnie odpowiadał :-)

Ciekawa byłam przeszłości Janusza Wiśniewskiego. Jak to się stało, że został rybakiem dalekomorskim, że doktorat zrobił z fizyki a habilitację z chemii, choć tak naprawdę zajmuje się chemią informatyczną lub informatyką chemiczną. Bardzo ciekawy facet, z olbrzymią wrażliwością i wnikliwym patrzeniem na świat. Wcześniej wydawało mi się, że on kiedyś zajmował się nauką, a potem zaczął pisać i zajmuje się tylko tym. Siedzi sobie w domu, pisze i ma dużo wolnego czasu. Akurat! "Odcinanie kuponów" w jego przypadku chyba nigdy nie będzie możliwe. Nadal tworzy programy, a książki pisze wieczorami. Typowy pracoholik. Dla pracy poświęci wszystko i choć ma wyrzuty sumienia to nie robi właściwie nic żeby choć trochę przewartościować swoje życie.

Tak więc polecam, zwłaszcza "fankom" J. L. Wiśniewskiego :-)

19:40, rr-odkowa
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 listopada 2008
Poprzedni wygląd bloga zaczął "wariować" - obrazki nachodziły na napisy i odwrotnie. Nie wiem dlaczego tak się działo, nie umiałam tego naprawić, więc zmieniłam szablon z nadzieją, że teraz będzie już ok. Czy tak będzie? Zobaczymy.
19:18, rr-odkowa
Link Komentarze (8) »

 

 

Krótki zarys historii. Oto mamy ojca samotnie wychowującego 3 synów: własnego (Sullivan) oraz dwóch adoptowanych (Tip i Teddy). Chłopcy są dorośli i każdy zajmuje się czymś innym, ale ojciec ciągle ma nadzieję, że uda mu się zaszczepić w nich miłość do polityki. Dlatego też "ciąga" ich po różnych wiecach, spotkaniach, prelekcjach. Po jednym z takich spotkań dochodz do wypadku. Na oblodzonej drodze samochów o mało nie zabija Tipa. W ostatniej chwili pojawia jakaś obca kobieta spycha go z jezdni, sama ulegając wypadkowi. Okazuje się, że to biologiczna matka chłopców. Podczas gdy ona leży w szpitalu Doyle`owie opiekują się jej córką Kenią. Nie będę opowiadała całej historii ani tym bardziej zdradzała zakończenia. Tego musicie już dowiedzieć się sami :-)

Myślałam o tej książce od kilku dni, bo czułam, że jest coś co nie pozwala mi napisać hura-optymistycznej recenzji. Próbowałam sprecyzować co to takiego i już chyba wiem. Ale zacznę może od pozytywów, bo mimo wszytsko uważam, że to dobra książka. Przede wszystkim jest to książka, która wciąga czytelnika bardzo szybko. Ledwie zaczęłam ją czytać, a już żyłam życiem tamtej rodziny. To niewątpliwy plus. Jest ddbrze napisana, bez dłużyzn, przestojów, z dobrymi dialogami i ładnymi oisami. Historia dosyć ciekawa i w sumie oryginalna - przynajmniej dla mnie, bo nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wcześniej czytała książkę o problemie adopcji napisanej w taki sposób. Niestety ja zwykle omijałam ten motyw w moich wyborach czytelniczych więc właściwie nie powinnam się mądrzyć.

A co było z tą powieścią nie tak?

Największy minus to postaci. Miała to być powieść "o tym, do czego jesteśmy zdolni, by chronić własną rodzinę". Tymczasem jak dla mnie, postaci są jakieś takie płaskie i papierowe i emocji w nich niewiele. Jest matka, która oddała swoje dzieci do adopcji, a potem przez kolejne lata ich życia stara się być blisko nich (siedzi na ławce w parku, przechodzi obok domu), ale poza słowami o tęsknocie i strachu o te dzieci ja tych uczuć nie poczułam. Może nie moja wrażliwość, nie moje doświadczenia? Poza tym ja tak do końca nie wiem jacy byli ci wszyscy główni bohaterowie. Raz wydawało mi się, że Tip jest tym lepszy potem, że jednak Teddy. Jeśli chodzi o ich przyrodniego brata to już w ogóle nie wiem co myśleć. Miał być tzw. "czarną owcą", a ja go polubiłam - może nawet najbardziej. Lubie gdy bohaterowie mają złożoną osobowość, ale tu wszystko mi się plątało. O ile jeszcze potrafiłam wyobrazić sobie pana Doyla i Kenię o tyle reszta jest dla mnie jakimś zlepkiem cech. Jest jeszcze święta figurka, od której zaczyna się cała historia. Gdy czytałam pierwsze strony myślałam sobie "Wow, ale super, ciekawe o co chodzi z tą figurką" Po zakończeniu myślę sobie "Ale o co właściwie chodziło? Równie dobrze tej figurki mogłoby w ogóle nie być".

Teraz strasznie jestem ciekawa innych recenzji tej książki? Jak Wy ją odebraliście? Podobała się czy wręcz przeciwnie?  

Ps. Po lekturze nasunęła mi się pewna refleksja - w książce często przytaczane są przemówienia amerykańskich polityków. Bohaterowie na pamięć znają wiele z nich. Tymczasem u nas ze świecą szukać kogoś kto zna choć kilka zdań z wystąpień polityków. Pozostaje postawić pytanie Czy tam ludzie tak bardzo interesują się polityką, czy może tamtejsi politycy są więcej warci?. Pytanie retoryczne to bylo ;-)

18:24, rr-odkowa
Link Komentarze (1) »
środa, 19 listopada 2008

 

Długi weekend starałam się wykorzystać w jak najlepszy sposób. Pogoda była piękna więc trochę włóczyłam się po okolicznych polach, a wieczorem wracałam do domu i czytałam .... czytałam ..... czytałam. Uwielbiam takie wieczory kiedy w ciepłym, wysprzątanym i pachnącym wanilią mieszkaniu mogę oddać się lekturze. Zaparzam zieloną herbatę z opuncją, włączam jaką fajną muzyczkę (ostatnio 3-płytową składankę "50 x Brel" - rewelacja), przykrywam się zielonym kocykiem i zapominam o całym świecie. W takiej atmosferze przeczytałam ostatnio dwie bardzo dobre książki. 

Najpierw "Chłopca z latawcem" a potem "Biegnij". 

Nie wiem jak Wy, ale ja o Afganistanie wiem niewiele. Oczywiście orientuję się trochę w wojnie, która rozpoczęła się jeszcze w latach 70-tych, słyszałam o rządach Talibów, znam nazwy ważniejszych miejscowości, ale są to tylko ogólnikowe informacje, które pewnie  można wyszukać w internecie. Nie znam historii Afganistanu, jego kultury, życia codziennego. Wstyd się przyznać ale tak jest. 

Czy "Chłopiec z latawcem" przyczynił się do zdobycia choć kilku informacji o tym pięknym acz zniszczonym kraju? Na pewno tak i muszę powiedzieć, przerazila mnie ta wiedza. Kiedy w 1994 roku Talibowie przejęli władzę dla zniszczonego przez wojnę kraj zaczęły się być może jeszcze gorsze czasy. Terror, prześladowania, wyroki śmierci, drakońskie ograniczenie praw kobiet. Straszne, naprawdę straszne historie. W te czasy, w dużej mierze wpisany jest "Chłopiec z latawcem", choć akcja zaczyna się dużo wcześniej, w czasach względnej świetności Afganistanu. Głównym bohaterem jest Amir - syn biznesmena z Kabulu, który wychowuje się wraz z Hassanem, synem służącego. Chłopców łączy przyjaźń, choć każdy z nich inaczej ją pojmuje. Dla Hassana Amir jest niemalże "chodzącą wyrocznią", natomiast Amir poddaje Hassana ciągłym próbom lojalności i wierności, podświadomie czując, że w tym układzie to on jest ważniejszy, mądrzejszy, lepszy (??!!) Tę rzekomą wyższość Amira bardzo brutalnie weryfikuje pewna dramatyczna sytuacja. Odtąd chłopiec żyje w ciąglym poczuciu winy i nękany wyrzutami sumienia odsuwa się od przyjaciela. Hassan wyjeżdża z Kabulu, poźniej wybucha wojna i Amir również musi uciekać. Wraz z ojcem dociera do Ameryki. Mijają lata, życie toczy się raz lepiej raz gorzej, ale wyrzuty sumienia ciągle nie dają spokoju. I nagle telefon z Kabulu. Stary wspólnik i przyjaciel ojca prosi Amira o powrót w rodzinne strony. "Znów można być dobrym.... " Co oznaczają te słowa? Jaką misję do wypełnienia ma    

"Chłopiec z latawcem" to książka, która wciąga niemalże od pierwszej strony. Książka, przez którą człowiek gotowy jest zarwać noc byle tylko dowiedzieć się co dalej. Uwielbiam takie historie, trochę rzewne, trochę sentymentalne (ale czy można inaczej pisać o swoim kraju żyjąc z dala od niego?) takie zwyczajnie niezwyczajne, a przy okazji naprawdę dobrze napisane. Bardzo podobała mi się ta książka i cieszę się, że na nocnej szafce leży zaczęta "A Thousand Splendid Suns" tego samego autora.

O "Biegnij" Ann Patchett napisze innym razem.

19:52, rr-odkowa
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 listopada 2008
Właśnie wypatrzyłam w Merlinie "Przetrzymać tę miłość" za jedyne 6,5 PLN. Jeśli ktoś lubi tego autora albo chce mieć na własność tę książkę to myślę, że świetna okazja.
11:45, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Przeczytane w 2010 roku
Aktualnie czytam
Napisz do mnie
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2008 roku
Szablon bloga wybrany z katalogu
Tu zaglądam
Ulubione blogi książkowe
Ulubione blogi różne
Spis moli