rr-odkowa
RSS
poniedziałek, 10 listopada 2008

Chyba po raz pierwszy w życiu coś wygrałam (w znaczeniu wygranej na kutek losowania), więc nie wytrzymam żeby się nie pochwalić, tym bardziej, że rzecz tyczy się książki. Otóż na blogu Zacisze wyśnione wygrałam książkę V. Chambers - "Radość niedoskonałości. Osobisty przewodnik po życiu, miłości i babskiej lekkomyślności". I strasznie się cieszę, bo wydaje się, że to książka idealna na listopadowe chandry :-)

 

19:37, rr-odkowa
Link Komentarze (9) »
niedziela, 09 listopada 2008

Zacznę od wielkich i serdecznych podziękowań dla Chihiro :-). To na jej blogu przeczytałam o tej książce i kto wie czy kiedykolwiek trafiłabym na nią gdyby nie nasza słynna już koleżanka blogowiczka :-). A strata byłaby ogromna, bo już dawno nie czytałam tak mądrej, wciągającej, niesamowitej i tak dobrze napisanej powieści. Cała historia zaczyna się gdzieś wysoko nad nami, gdzie dwie "istoty niebieskie" realizują pewien projekt. Projekt, w przeliczeniu na ziemskie lata trwa kilkadziesiąt lat i wpływa na życie wielu pokoleń, ludzie zakochują się w sobie, rozstają, rodzą i umierają. Czytelnik "wkracza do akcji" na ostatnie dwie dekady. Żeby plan się powiódł dwóch niesamowitych facetów musi się spotkać. Pierwszy z nich to Delius Maks - genialny astronom, drugi - Onno Quist - wybitny językoznawca, który rozszyfrował język estruski. Szybko okazuje się, że wiele ich łączy, m.in. data poczęcia, a ich przyjaźń rozwija się bardzo szybko. "Maks nigdy dotąd nie spotkał nikogo takiego jak Onno, Onno nigdy nie spotkał nikogo takiego jak Maks." Ale żeby projekt mógł zostać zrealizowany w życiu tych dwóch musi pojawić się kobieta. I tak poznają Adę wiolonczelistkę. Po jakimś czasie Ada zachodzi w ciążę (nie powiem z kim) i rodzi (nie powiem jak) chłopca Quintena. Chłopiec jest niezwykły, co nie dziwi, gdyż to on jest najważniejszym ogniwem projektu. Na czym polega jego rola też oczywiście nie zdradzę.

"Odkrycie nieba" to nie tylko perypetie ludzi będących trybikami w niebiańskim projekcie, to także niesamowite rozważania o muzyce, astronomii, polityce i ogólnej kondycji współczesnego świata. Polecam ją bardzo gorąco, zwłaszcza na długie jesienne wieczory i zpaewniam, że przy tej lekturze nie będziecie się nudzić. 

19:54, rr-odkowa
Link Komentarze (9) »
niedziela, 02 listopada 2008
 
 
No więc mam nowy stosik.
Jak już pisałam wcześniej udało mi się kupić "Złodziejkę książek" w oryginale za 1 zł. oraz "Losing Gemma". Kiedyś czytałam tę książkę po polsku i bardzo mi się podobała podobnie jak "All things bright and beatiful" Herriota i jak zobaczyłam je na półce w second-handzie to nie mogłam się oprzeć :-))))
Na stosiku znajdują się też 4 książki kupione (lub podarowane). "Kolory miłości" i "Sto odcieni bieli" Preethi Nair od jakiegoś czasu miałam na liście "Do przeczytania" i niedawno udało mi się je kupić.
"Ostatni tancerz Mao" Li Cunxina oraz  "Dziesiąty krąg" Jodi Picoult to ksiażki, które dostałam w prezencie. "Dziesiąty krąg" jakiś czas temu wypożyczyłam w bibliotece, ale nie zaczęłam jeszcze jej czytać. Teraz egzemplarz biblioteczny został zwrócony, a mój własny chwilowo powędrował do mamy. Przy okazji wizyty w bibliotece wypożyczyłam jeszcze "Świadectwo prawdy" tej samej autorki i z opisu na okładce wydaje się, że to świetna książka i chyba będzie pierwsza w kolejce do czytania.
Poza tym pożyczyłam ....... wreszcie ..... "Chłopca z latawcem" K. Hosseini`ego. "A Thousand Splendid Suns" czytam, niestety wolniej niż się spodziewałam, bynajmniej nie dlatego, że książka jest zła. Raczej z powodu mojej ułomności językowej. Dosyć często muszę sięgać do słownika i przez to czytanie jest takie płynne niż się spodziewałam.  
"Dobry pies" J. Katza to też biblioteczna zdobycz. Wracając do domu przejrzałam kilka kartek i już widzę, że będzie to lekka lekturka o niesfornym psiaku. Choć ja na ten temat mam od dawna wyrobione zdanie. Uważam, że nie ma złych psów, są tylko źli i nieodpowiedzialni właściciele. Ciekawe jakie wnioski płyną z tej książki. 
"Winnicę w Toskanii" F. Mate wypożyczyłam głównie dla mojej siostry, ale jeśli okaże się lekturą na poziomie Mayle`a,  być może też się skuszę.  
I ostatnia stosikowa książka to "Arytmia uczuć" Doroty Wellman i Janusza L. Wiśniewskiego. - No cóż, nie ma co ukrywać, należę do tych ludzi, których "Samotność w sieci" omotała zupełnie. Momentami miałam wrażenie, że ktoś wykradł mi moje myśli i fragmenty moich maili do M. Inne książki Wiśniewskiego już tak mnie nie ruszyły, ale też nie wszystkie czytałam. Natomiast ten wywiad chciałabym przeczytać choćby ze względu na Dorotę Wellman, którą również uwielbiam. 
 
Patrzę na ten mój stosik i trochę jestem przerażona, bo ostatnio niemalże siłą muszę walczyć o czas na czytanie. Mam nadzieję, że listopad będzie trochę spokojniejszy, bo przecież wkrótce wybieram się do mojej ulubionej biblioteki i nie ma możliwości, żeby stosik się nie powiększył. 
 
Acha, zapomniałam, że miałam napisać ku przestrodze ..... wypożyczyłam jeszcze jedną książkę - "Odrodzoną" Tucker Malarkey. Dałam tej książce 2 szanse i w końcu poddałam się. Szkoda mi czasu na taką tandetę. Nie dość, że jest strasznie przegadana - dialogi to ponad 75% książki to jeszcze momentami są tak kanciaste, że aż mnie "zęby bolały". Ale to nie dialogi były najgorsze, choć rozmowa w stylu:
"- Długio trwało, zanim zrozumiałam, że nie jestem sama. Tylu ludzi straciło tak wiele.
- Ale ci nie.
- Skąd wiesz?
- Gemmo, zaczynasz mi prawić kazania.
- Przepraszam.
- Nie rób tego, to nudne.
- Nic na to nie poradzę.Wypiłam dwie brandy. I tak mnie wyszkolono.
- Co to znaczy?
Zawahała się. 
- Nauczono mnie przywracać was do życia. 
- Trochę na to za późno. 
- Dlaczego? Nie widzę tu trupa, tylko mężczyznę, który stracił nogę. 
- O nodze wiem. - Uśmiechnął się nieśmiało. - Nie jestem tylko pewien tego "mężczyzny". - Popatrzył przed siebie...."
do arcydzieł nie należy. 
Jednak dużo gorsze były opisy (w sumie rozumiem dlaczego jest ich w książce tak mało). Kwiatki w stylu: "Chwilę później podniosła głowę i znowu popatrzyła na obraz Matki Boskiej. Wstała, podeszła do ściany i przyjrzała się starej, wyszczerbionej ramie. Potem podniosła ją i odczytała napis z tyłu..." Pare stron dalej autorka uparła się opisywać każdy ruch głową: ""Michael zerknął na nią kątem oka. 
- Przestraszyłaś się. 
- Trochę. 
- Byłaś w gabinecie ojca, tam gdzie umarł. Nie spodziewałaś się, że kogoś tam zastaniesz. Przeżyłaś silny wstrząs. To zrozumiałe.
Spojrzała przez ramię na muzem." (wrrrr.....!!!!!)
Doszłam do 60 strony i koniec. Nic mnie nie zmusi do dalszej lektury.
 
18:28, rr-odkowa
Link Komentarze (10) »
piątek, 31 października 2008
Skończyłam "Odkrycie nieba"..... niestety. Potem przeczytałam "Kiedy byliśmy sierotami" K. Ishiguro - recenzje mam nadzieję napisać jutro. Teraz oprócz starych książek do przeczytania mam nowy stosik, a w nim kolejna książka za 1 zł - "The Book Thief" M. Zusaka i tylko czasu ciągle za mało. Dobrze, że nastrój do czytania ciągle jest :-)
17:51, rr-odkowa
Link Komentarze (3) »
środa, 29 października 2008

Mam taką zasadę - jeżeli książka nie podoba mi się (nieważne z jakich powodów), nie zmuszam się do czytania. Przerywam czytanie i biorę następną. Jest tyle świetnych, wartych przeczytania książek, że szkoda czasu na czytanie tych mniej fajnych. Na szczęście nie zdarza się to często .... aczkolwiek. Ostatnio tak miałam z "Przetrzymać tę miłość" I. McEwana. W tym akurat przypadku "pokonał" mnie jeden z bohaterów - Jed Parry. Facet jest tak chorobliwe irytujący, że budziły się we mnie jakieś mordercze instynkty. I w końcu odłożyłam tę książkę. Głupio się przyznać, że przez jednego bohatera nie przeczytałam książki, ale naprawdę nie mogłam się zmusić do wyjęcia jej z torby (to była autobusowa lekturka). Paradoksalnie, uważam, że McEwan jest naprawdę dobrym pisarzem i chętnie sięgnę po kolejne jego książki. Podoba mi się jak pisze o codzinnym życiu, o relacjach międzyludzkich. Wbrew pozorom nie jest łatwo pisać o rzeczach zwykłych i niezwyczajnie opisywać sprawy zwyczajne.

Właśnie przeczytałam, że w 2004 roku nakręcono film na podstawie tej książki. W rolach głównych:

Joe - Daniel Craig (wiadomo - Bond, James Bond ;-) )

Claire - Samantha Morton

Jed - Rhys Ifans (słynny Spike z "Notthing Hill")

Oglądął ktoś?

 

11:55, rr-odkowa
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 października 2008

Zosikowi dziękuję za zaproszenie do zabawy i już się spowiadam :-) 

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Chyba nie mam takiej ulubionej "książkowej" pory dnia. Ze względu na liczne obowiązki czytam zazwyczaj wieczorami, co jest miłe, ale w dużej mierze narzucone. I tak sobie myślę, że czasami fajnie byłoby móc leżeć w łóżku do południa i czytać.

2. Gdzie czytasz?
Najczęściej czytam w domu, ale też w drodze do pracy i z pracy o ile mam miejsce siedzące lub pomimo tłoku uda mi się wyjąć książkę z torby ;-) Latem uwielbiam czytać na balkonie. Kupiłam nawet taki miękki, wygodny fotel, na którym mogę godzinami zatapiać się w lekturze. Mogę czytać w kolejkach, np. do lekarza, w kawiarniach ..... oj właściwie czytać mogę wszędzie :-)

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Tak, przyznaję się, czytam na leżąco w łóżku. I na plecach i na brzuchu. Jak mi wygodnie. Im książka większa i cięższa tym częściej czytam na brzuchu. Często też siedzę na łóżku, oparta o poduchy i ścianę. Możliwości kombinacji łóżkowych jest wiele ;-) 


4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Obecnie powieści. Dawniej zaczytywałam się w książkach popularnonaukowych i podróżniczych i nawet nie wiem kiedy "przerzuciłam się" na beletrystykę. Nie lubię i nie czytam horrorów i romansów. Sensacje i kryminały lubię choć ostatnio czytam ich trochę mniej niż kiedyś. No więc w sumie wychodzi, że najbardziej lubię powieści obyczajowe.  


5. Jaką książkę ostatni kupiłaś/-eś?
Mój najnowszy nabytek to "Kocham Paula McCartneya" Joanny Szczepkowskiej.


6. Co czytałaś/-eś ostatnio?
Ostatnio przeczytałam "Niezwykłe akty prawdziwej miłości", której autorem jest Danny Scheinmann.


7. Co czytasz aktualnie?
Właśnie kończę "Odkrycie nieba" H. Mulischa. C u d o w n a  książka!! Czytam też "Przetrzymać tę miłość" I. McEwana oraz "A Thousand Splendid Suns" K. Hosseini`ego.  


8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Nigdy nie zaginam rogów. Jeśli koniecznie muszę coś zaznaczyć to albo zapamiętuję numer strony albo zapisuję to w komórce. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale takie zaginanie to jak zbrodnia - choć gdy inni tak robią to jest ok. Nie przeszkadza mi to. Moje zakładki są różne. Mogą to być takie prawdziwe zakładki, mogą to być zdjęcia, pocztówki (lub ich fragmenty), bądź jakiekolwiek inne kolorowe i sztywne karteczki.


9. Co sądzisz o książkach do słuchania?
Ha! Książki do słuchania, tzw. audiobooki są bardzo ok. Zwłaszcza jeśli z jakiś względów nie można czytać. Na początku roku, przez kilka miesięcy, wykonywałam pewną pracę zleconą (na komputerze), która wymagała czasu, ale nie zajmowała zbytnio myśli. I tu bardzo pomocne okazały się audiobooki, praca się robiła a książki się słuchały :-). W ten sposób "przeczytałam" między innymi "Pachnidło".  Generalnie audiobooki są świetne nie tylko dla ludzi, którzy mają problem z oczami, ale także dla tych, którzy pracują "rękami" - np. krawcowe, malarze, kierowcy. Oczywiście nic nie zastąpi kontaktu z prawdziwą książką, ale zawsze to jakiś produkt zastępczy.  


10. Co sądzisz o ebookach?
Dobrze, że są. Ja nie lubię czytać z monitora, ale taki e-book już parę razy mi się przydał.

I`ve done it. Kto następny? Może Vmr (Książkowe historie) i Annie (Dziennik Literacki) ? Miłej zabawy:)

21:26, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 października 2008

Wczoraj przeglądałam anglojęzyczne blogi i na jednym z moich ulubionych Reading matters , trafiłam na recenzję książki "Psy z Wieży Babel" Carolyn Parkhurst. Pomyślałam, że warto o niej napisać choć parę słów, bo choć czytałam ją już dosyć dawno to mocno zapadła mi w pamięć.

 

 

"W jednej chwili życie Paula Iversona zmieniło się dramatycznie. Pewnego dnia po powrocie do domu przekonał się, że jego żona, Lexy, umarła w niejasnych okolicznościach. Jedynym świadkiem zdarzenia była ich suczka, Lorelei, której rozpaczliwe szczekanie sprowadziło pomoc - niestety za późno. W kolejnych dniach i tygodniach uwagę Paula przyciągnęły dziwne "wskazówki": inaczej ustawione na półkach książki, tajemniczy telefon i wiele innych, które zdawały się sugerować, iż ostatnie popołudnie Lexy wyglądało inaczej, nizby można domniemywać. Targany rozpaczą Paul postanawia rozszyfrować te ślady i wyświetlić tajemnicę śmierci żony. "Psy z Wieży Babel" gwarantują zdumiewająco silne przeżycia i na długo zapadają w pamięć - to historia miłości, życia i oddania, których nie sposób przekazać w słowach." [okładka] 

Zdałam sobie sprawę, że gdyby ktoś streścił mi fabułę tej książki, nigdy w życiu nie chciałabym jej przeczytać. Nic nie przekonałoby mnie, że warto jest czytać o człowieku, który po nagłej śmierci żony postanawia nauczyć psa mówić, bo ten (a właściwie ta, bo to suczka rasy Rhodesian Ridgeback) był świadkiem wypadku czy może morderstwa. Tego właśnie główny bohater chce się dowiedzieć. Na szczęście koleżanka poleciła mi tę pozycję słowami "Jestem pewna, że będzie Ci się podobać". No więc książkę wypożyczyłam i przeczytałam.

Podobała mi się bardzo. Po pierwsze dlatego, że autorka miała naprawdę dobry pomysł i choć książka nie jest może doskonała to doceniam jej oryginalność. Po drugie, podobało mi się, że na pozór prosty, ale piękny sposób opisana jest pustka i ból po stracie bliskiej osoby. Ludzie różnie radzą sobie w takich sytaucjach. Główny bohater nie może pogodzić się ze śmiercią żony, popada w swoisty obłęd i szaleństwo. Gotowy jest posunąć się bardzo daleko byle tylko dowiedzieć się jak zginęła jego żona. Bardzo przeżyłam tę książkę, bo rozpacz Paula czuć niemalże przez papier. No i po trzecie ..... ta suczka ........ a zresztą zobaczcie sami ........... 

 tylko imię się nie zgadza :-)

19:36, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 października 2008

Poczatek roku akademickiego to dla mnie czas totalnego szaleństwa zawodowego. Nie mam czasu na nic. Jeszcze tydzień lub dwa i wszystko wróci do normy, ale chwilowo sylabusy, sprawozdania dla MNiSW i inne tego typu zajęcia przysłoniły mi cały świat.

Książki się czytają ... czytają się powoli, ale jednak - "Odkrycie nieba" nieustannie zachwycające oraz "Przetrzymać tę miłość" to w autobusie o ile uda mi się znaleźć miejsce siedzące lub pomimo tłoku wyjąć książkę z torby ;-)  

Dzisiaj jednak nie będzie o żadnej z tych książek. Dzisiaj chciałabym parę słów napisać o powieści, którą przeczytałam ponad 3 lata temu, ciągle ją pamiętam, a kilka dni temu znalazłam ją w księgarni. To "Dwie śmierci seniory Puccini" Stephena Dobyns`a.

Jest to jedna z najbardziej klimatycznych powieści jakie przeczytałam. Cała historia rozgrywa się w ciągu jednej nocy w domu doktora Pacheco. Bohaterowie to kilku przyjaciół ze szkoły, którzy pomimo upływających lat (są już po 50-tce), 2 razy w roku spotykają się, za każdym razem w domu jednego z kolegów. Tym razem spotkali się u doktora Pacheco, który serwuje im wykwintne potrawy (bardzo wykwinte powiedziałabym, a ich opisy sprawiają, że od razu robie się głodna) i snuje opowieść o kobiecie - seniorze Puccini - obecnie jego służącej - która jednak nie zachowuje się ani nie wygląda jak typowa służąca. Związek między tymi dwojga jest bardzo skomplikowany - przed laty on postanowił ją zdobyć, ona była obojętna. Im bardziej ona się opierała, on tym bardziej chciał ją mieć dla siebie, choćby wbrew jej woli. Szaleństwo w jakie popadł doprowadziło do tragedii i choć obecnie doktor poniża ją i upokaża to wiadomo, że w tym układzie on jest przegrany. Dlaczego? Dowiecie się z lektury. Klimatu tej powieści dodaje fakt, że przepiękny, bogato urządzony dom doktora jest swoistym azylem, gdyż na ulicach toczą się walki i zamieszki i dla własnego bezpieczeństwa bohaterowie postanawiają w nim pozostać aż do rana. Jak kończy się cała intryga oczywiście nie zdradzę. Powiem tylko, że gdy dzisiaj wzięłam tę książkę znów do rąk i przejrzałam kilka stron, emocje, które przeżywałam podczas lektury wróciły momentalnie. I ten kilmat ....... ach :-). Naprawdę polecam.

 

20:41, rr-odkowa
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 września 2008

Zawitała jesień i od razu dopadło mnie przeziębienie. Przez kilka dni moja życiowa aktywność koncentrowała się głównie wokół łóżka, więc korzystając z okazji - czytałam. Sprawność intelektualna też była w tych dniach obniżona, więc potrzebowałam książki łatwej, lekkiej i przyjemnej, ale choć trochę mądrej. Trafiłam nienajgorzej. "Niezywkłe akty prawdziwej miłości" Danny`ego Scheinmanna to książka, której skłąd się z dwóch wątków: "Rok 1992. Leo Dankin budzi się w nieznanym mu szpitalu, gdzieś w Ameryce Południowej. Jego dziewczyna, Eleni, nie żyje, a on nie potrafi się z tym faktem pogodzić. Obarczając się bezustannie winą za wypadek, wpada w spiralę rozpaczy i beznadziei. Czy Leo ma jeszcze szansę odkryć coś, co na zawsze zmieni jego życie?
Rok 1917. Moritz Daniecki jest galicyjskim zbiegiem z syberyjskiego obozu jeńców wojennych. Od jego miasteczka i ukochanej dzieli go siedem tysięcy kilometrów. Może i Wielka Wojna dobiegła końca, ale Moritz musi jeszcze stawić czola wycieńczającej wyprawie przez targany wojną domową kontynent. Czy kiedy w końcu dotrze w rodzinne strony, żeby prosić o rękę ukochanej, ona wciąż będzie na niego czekać?
Dwa mistrzowsko splecione ze sobą wątki, dwie fascynujące historie miłosne, dwie opowieści o bólu i stracie, jedna niezapomniana podróż  w głąb ludzkich emocji." [notka wydawnicza]

Dwie  historie miłosne, ładne i nieźle opisane, choć momentami zbyt ckliwe. Bardziej ujęła mnie historia Leo, którego dziewczyna ginie w wypadku samochodowym, a on mimo, że próbuje "jakoś" się trzymać, w pewnym momencie pogrąża się w totalnej żałobie i zamyka w swoim świecie. Żal mi go było bardzo i mimo, że nie mam takich doświadczeń, potrafiłam postawić się na jego miejscu. Z kolei historia Moritza, przemierzającego pół świata żeby dotrzeć do swojej ukochanej Lotte niezbyt mnie wciągnęła. Może dlatego, że właściwie od początku można się było domyśleć jaki będzie finał. 
Notka na okładce mówi o "dwoch mistrzowsko spelcionych ze sobą wątkach ..." - dla mnie były one zbyt oczywiste i mniej więcej od połowy książki wiedziałam w jaki sposób zostaną ze sobą powiązane. Zero oryginalności.
Kolejny minus to błędy rzeczowe. Ja rozumiem, że czasami autorowi może się coś pomylić, ale jeśli w jednym miejscu pisze o liście miłosnym, jedynym otrzymanym przez bohatera, a kilkadziesiąt stron dalej pisze o listach, to trochę razi i drażni.
Ale, żeby nie było, że tylko krytykuję to powiem o elementach, które sprawiają, iż książka może się podobać. Kilka postaci jest bardzo dobrze nakreślonych, m.in. Roberto - genialny filozof fizyki i charyzmatyczny wykładowca oraz Kiraly - nieustannie, acz barwnie, narzekający towarzysz Moritza. Kilka wtrąconych historii jest według mnie lepszych niż te główne. Bardzo podobały mi się mini-wykłady o życiu mrówek i wykłady wspomnianego Roberto, m.in. o poruszających się elektronach. Na pochwałę zasługuje też język powieści, który sprawia, że czyta się ją szybko i przyjemnie. 

Mowi się, że są książki, które szybko się czyta i równie szybko zapomina. "Niezapomniane akty prawdziwej miłości" do tej kategorii należą, ale przeczytać można. Zwłaszcza gdy katar zaleje mózg i wysiłek intelektualny nie jest wskazany ;-).

21:41, rr-odkowa
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 września 2008

Padma, zapytała mnie czy warto przeczytać "Nazwij to Ucztą Miłości" Ch. Baxtera. Szczerze mówiąc - nie warto. Rzuciałbym tę książkę w połowie, gdyby nie fakt, że wyjechałam na weekend i zapomniałam zabrać zaplanowane do przeczytania  książki, a ta pojechała ze mną zupełnie przypadkiem - po prostu była w torbie. Wybór był prosty, albo czytam Harlequiny z ciocinej półki, albo swoją książkę. Wybrałam to drugie, ale wynudziłam się przy tej książce potwornie. Było w niej kilka fajnych historii, ale poza tym wiało nudą i cały czas miałam wrażenie, że autor miał pomysł na pierwszą scenę, a reszta była wymyślana na siłę. Oczywiście to moja własna opinia i nie wykluczam, że komuś ta książka może się spodobać, ale mi wyjątkowo nie pasowała. Zupełnym przypadkiem widziałam też film z Morganem Freemanem nakręcony na podstawie tej książki. Jeśli mam wybierać to film był lepszy. 

Natomiast jest książka, którą czytam i mam nadzieję czytać przez długie tygodnie, i którą zachwycam się niemalże od pierwszej strony. To "Odkrycie nieba" H. Miluscha. Pamiętam, że Chihiro bardzo ją polecała, a ja już kiedyś miałam ją w domu, ale wtedy zabrakło mi czasu na przeczytanie i oddałam ją prawie nietkniętą. Teraz znowu ją pożyczyłam i nieprędko oddam. Dla mnie to książka kompletna. Mądra, piękna, wciągająca, napisana pięknym językiem, a historia w niej opowiadana jest nie z tego świata. No bomba po prostu. Delektuję się nią każdego dnia niczym popołudniową kawką i wdzięczna jestem Chihiro ogromnie, że przypomniała o tej książce. 

21:21, rr-odkowa
Link Komentarze (6) »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Przeczytane w 2010 roku
Aktualnie czytam
Napisz do mnie
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2008 roku
Szablon bloga wybrany z katalogu
Tu zaglądam
Ulubione blogi książkowe
Ulubione blogi różne
Spis moli