rr-odkowa
RSS
sobota, 30 sierpnia 2008

Fajna książka. Zabawna, pogodna, dobrze napisana, a przy okazji zmuszająca do refleksji. Zastanawiam się o czym bardziej jest "Zadyma ...." - czy o wolności czy o odwadze życia "po swojemu". Ludzie marzą o wolności, o życiu pełnią życia, ale mało kto ma odwagę żyć inaczej niż nakazują normy obyczajowe. Może czasami warto być jak Sampath (życiowy nieudacznik), który gnany jakimś wewnętrznym przymusem wchodzi na drzewo i postanawia tam zostać? Nie analizować, nie kalkulować tylko podążyć za głosem serca. Powstaje pytanie, co z tego wyniknie, czy w naszych czasach człowiek może być naprawdę wolny i niezależny, do czego ta wolność prowadzi? Czy Sampathowi udała się ta sztuka?? Zainteresowanych odsyłam do lektury i gorąco polecam. Tym bardziej, że ta irracjonalna decyzja o zamieszkaniu na drzewie to tylko jedna z wielu nieprawdopodobnych sytuacji opisanych w tej książce. Uzależnione od alkoholu małpy napadające na ludz, bezzębna babcia marząca o protezie, którą  potem utopiła w sosie curyy i od tej pory miała "prześliczny" żółty uśmiech, Pinky (siostra głownego bohatera), która w dość osobliwy sposób okazuje zainteresowanie sprzedawcy lodów. Nie da się tego opowiedzieć. Tę książkę po prostu należy przeczytać. A gdy już dacie się zaczarować tej lekturze odkryjecie w niej jeszcze kilka "sentencji - perełek", np: "Nie ulegało wątpliwości, że im bliższy małpy jest człowiek, tym więcej prezentów otrzymuje ...." Coś w tym jest, nie uważacie? 

21:50, rr-odkowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 sierpnia 2008

Rozpadało się chyba na dobre. Przeczuwając załamanie pogody, rano wyprowadziłam psa na dłuuuuugi spacer. Teraz pies śpi słodko, a ja mam prawie cały wieczór dla siebie. Sytuacja tym milsza, że kilka dni temu odwiedziłam moją ukochaną bibliotekę, w której mam nielimitowaną liczbę wypożyczeń - mogę wziąć tyle ksiażek, ile uniosę. I oto co przyniosłam:

L. Swann - "Sprawiedliwość owiec" - słuchałam fragmentów tej książki w Trójce. Wtedy podobała mi się. Ciekawe czy całość będzie równie dobra. 

M.V. Llosa - "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki". Poszłam za ciosem. A co! Przeczytałam "Kto zabił ....", zobaczymy jak będzie tym razem. A nuż polubię się z tym autorem. 

H. Mulisch - "Odkrycie nieba". Ktoś (bardzo żałuję, że nie pamiętam kto) zachwycał się tą książką. Przypomniałam sobie, że już kiedyś miałam ją w domu. Wtedy nawet nie zaczęłam jej czytać, bo miałam jakiś totalnie wariacki okres w pracy i właściwie  na nic innego nie miałam już czasu. Pożyczyłam ją po raz kolejny, tym razem z mocnym postanowieniem przeczytania.

K. Desai - "Zadyma w dzikim sadzie". O ile nikt mi nie przeszkodzi dzisiaj skończę tę książkę. Jest świetna. Taka pogodna i lekka, a z drugiej strony bardzo mądra. No i dobra literacko. 

K. Desai - "Brzemię rzeczy utraconych". Jeśli ta jest tak samo dobra jak "Zadyma...." to super. Ale zanim zacznę ją czytać, dla urozmaicenia poczytam coś innego ..... może:

M. Axelsson - "Kwietniowa czarownica". Dużo dobrego czytałam o tej książce, ale dopiero teraz udało mi się ją upolować.

D. Scheinmann - "Niezwykłe akty prawdziwej miłości" - Trochę odstręcza mnie czerwona naklejka na okładce informująca że to besteller prosto z czołówek brytyjskich list. A ja tych "the bestów" zazwyczaj nie lubię. Może tym razem będzie inaczej. 

I na samej górze stosiku znalazła się książka o której już wcześniej pisałam - J.M.Coetzee - "Młodość".

Ech, chyba mi dobrze .... :-))

18:51, rr-odkowa
Link Komentarze (6) »
czwartek, 28 sierpnia 2008

 

Abie przybywa z Londynu do Afryki, by zobaczyć kawowe plantacje Kholifa Estates, które kiedyś należały do jej dziadka. Pamięta to miejsce z dzieciństwa, a teraz ma je objąć w posiadanie. Stojąc wśród zniszczonych krzewów, dziewczyna wsłuchuje się w głosy z przeszłości. Historię rodziny poznaje dzięki opowieściom ciotek - Asany, Mariamy, Hawy i Serah - corek czterech z jedenastu żon dziadka. Powieść "Kamienie przodków" splata losy kraju i kilku kobiet, które - bez wrzawy i rozgłosu, niemal w tajemnicy - próbują zmienić swoje przeznaczenie. 

Tyle opis z okładki. 


Od kilku dni chodziłam z tą książką w głowie i dzisiaj postanowiłam coś o niej napisać, bo każdego dnia mam myśli poukładanych coraz mniej i za kilka dni już pewnie nic bym nie napisała. Niemniej nadal nie wiem co powinnam napisać. Z jednej strony zachwyciła mnie ta powieść - napisana jest przepięknym, delikatnym językiem. Fotograficzne opisy z wielką precyzją pokazują Afrykę od lat 20-tych XX wieku do początków obecnego stulecia. Rzadko trafiają mi się książki tak ładnie napisane. Oto malutki przykład:

"Na niebie księżyc wtapiał się w ciemniejący błękit. Niektórzy mężczyźni mają skórę świetlistą niczym blady cień księżyca, tańczący na nagim ciele, powiedziała. Mężczyźni owi żeglują w swych domach po morzu i są bardzo chudzi, ponieważ jedzą wyłącznie ryby i piją słoną wodę. [....] Wyczuwałam go. Wyczuwałam tego księżycowego człowieka, gdy uniósł głowę i ruszył za nami. Otarłam łydkę o powalony pień, moje stopy z tupotem deptały podłoże, pajęczyny czepiały się mojej twarzy, gdy ciągnęłam Alusaniego za sobą. Ostatecznie jednak byliśmy bezradni niczym chrabąszcze w pazurach kota. Nie tknął Alusaniego ani mnie. Stanął przed nami. Zatrzymaliśmy się. Zamarliśmy w bezruchu. Czekaliśmy. Patrzyłam na niego i poza niego, daleko. Przykucnął i wsunął dłoń w fałdy spodni. A potem ofiarował nam dar na wyciągniętej dłoni. W pierwszej chwili poraziły mnie jego świetliste oczy niezwykłego koloru - jak woda."

Ładne prawda? I drugi - bardziej "fotograficzny" fragment:

"Przecinamy ulicę przy rondzie: popękany beton, porośnięty żółtą, sypiącą nasiona trawą. Dwóch mężczyzn zmaga się z wózkiem ręcznym, jeden popycha, drugi ciągnie. Ich mięśnie pod nagą skórą błyszczą od potu. Mężczyzna z małpką na łańcuchu. Zwierzątko, ku memu zaskoczeniu, skacze naprzód - drobny, pomarszczony pyszczek jak twarz staruszka i głos jak dziecięcy płacz. Straganiarze sprzedający jedzenie. Jakiś mężczyzna stoi obok beczki z wodą. Cynowy kubek zwisa na sznurku. Mój ojciec przywołuje mężczyznę psykaniem. Czekamy, podczas gdy on podtacza ciężką beczkę. Chwilę to trwa. Ojciec pije pierwszy, a po nim kolejno my."

Urzekła mnie Afryka opisana przez A. Fornę. Życie, tak różne od naszego, zwyczaje, wierzenia, kompletnie inny, egzotyczny świat. Wcześniejsze, znane mi książki traktujące o Afryce były pisane przez ludzi, którzy spędzili tam jakiś czas, dłuzszy lub krótszy. Ta książka, mimo że autorka nie mieszka na stałe w Sierra Leone, sprawia wrażenie, że jest napisana przez kogoś "stamtąd". Dotychczas nie spotkałam autora piszącego o Afryce tak po prostu, tak jak podejrzewam, widzą ją rdzenni mieszkańcy.

"Kamieni przodków" nie można przeczytać w jeden wieczór. Tą książką trzeba się delektować, czytać spokojnie i bez pośpiechu, poczuć wszystkie zapachy, zobaczyć całą gamę barw Afryki. Klimat ta książka ma, to trzeba przyznać. Ale, i to jest ta druga strona,  jedna rzecz nie pozwala mi napisać, że książka jest absolutnie genialna i cudowna. Otóż - nie bardzo rozumiem, co z niej wynika. Czy chodziło tylko o to, żeby te 4 kobiety mogły się wygadać swojej siostrzenicy, bo nikt inny nie chciał ich wysłuchać?  Może jestem niesprawiedliwa, może nie dopatrzyłam się jakiejś oczywistości, ale czegoś mi zabrakło.

A Wy co sądzicie o tej książce? Bardzo jestem ciekawa innych opinii. 

21:53, rr-odkowa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 sierpnia 2008

Są takie książki, którymi nie chcę się delektować, chcę wiedzieć co się wydarzy tu i natychmiast i nie zasnę dopóki nie skończę. Tak było z książką "Kamienny anioł" Katherine Scholes. Kiedyś czytałam "Królową deszczu" tej autorki i byłam pod dużym wrażeniem. Niby zwykłe czytadło, ale napisane naprawdę dobrze i tak pasjonujące, że nie mogłam się oderwać. Ale "Królowa deszczu" to i tak nic w porównaniu z "Kamiennym aniołem". Ta dopiero mnie wciągnęła. Główna bohaterka - Stella, uznana dziennikarka, odwiedza najbardziej niebezpieczne miejsca na świecie, a to co zobaczy opisuje. Nagle dowiaduje, że jej ojciec zaginął na morzu. Natychmiast wraca do domu w Tasmanii. Wraz z przyjazdem wracają dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa. Akcja powieści rozgrywa się w teraźniejszości, w której trwają poszukiwania ojca, oraz 15 lat temu. Z tej retrospekcji dowiadujemy się, co skłonilo 16-letnią dziewczynę do ucieczki z domu. A skłoniły wydarzenia bardzo przejmujące i dramatyczne. Och, przeżyłam tę książkę bardzo. Długo nie mogłam zasnąć i tak mi jakoś smutno było. Piękna, naprawdę piękna książka - gdybym obgryzała paznokcie, po tej lekturze nie miałabym żadnego, gdyby wczoraj wieczorem ktoś zadzwonił, nie odebrałabym telefonu - nawet od .....!!! Taka to byla książka!

23:05, rr-odkowa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Mam taki stosik książek, które cierpliwie czekają na przeczytanie.

1. Gregory David Roberts - "Shantaram". Jakiś czas temu uległam namowom sprzedawczyni w księgarni. Tak gorąco polecała tę książkę, że trudno było mi znaleźć argumenty przeciwko, tym bardziej, że opis mocno mnie zaintrygował. Trochę się boję, czy książka faktycznie okaże się taka dobra. Na okładce Jonathan Carroll przekonuje - "To opowieść z 1001 nocy nowego tysiąclecia. Każdy kto kocha książki, przez całe swe czytelnicze życie szukał właśnie tej powieści. Jeżeli kogokolwiek pozostawi ona obojętnym, to albo jest on bezduszny, albo martwy. Albo i to i to." .......... Hmmmm... ciekawy test na poziom współodczuwania. 

2. Anna Szatkowska - "Był dom...".  Córka Zofii Kossak opowiada o swoim dzieciństwie, wojnie i okupacji, emigracji. Książka bardzo ładnie wydana i mam nadzieję ciekawa. Władysław Bartoszewski pisze o niej "Książka "Był dom..." stanowi dla mnie jednak swoiste objawienie. Sztukę prostego, sugestywnego opowiadania o dramatycznych faktach przeżywanej historii II wojny światowej i jej następstw posiadła bowiem Anna w stopniu znakomitym. Okazała się kolejną utalentowaną przedstawicielką rodu Kossaków. Zawdzięczamy jej pasjonujący w swej szczerości i jasności obraz, świadectwo życia Zofii Kossak i jej najbliższych w dobie wielkiej próby serc i sumień, w Polsce ciemiężonej i walczącej, wśród wielu ludzi, których już nie ma między nami." 

3. John Maxwell Coetzee - "Młodość". Lubię tego autora, jego styl, rytm pisanych słów, klimat książek. Z zachwytem czytam teraz "Chłopięce lata" i już czekam na kolejną części tej powieści autobiograficznej. 

4. Richard Bausch - "Dwa życia, dwie miłości". Wypożyczyłam ją, bo akcja dzieje się w Afryce, ale podejrzewam, że to zwykłe czyatdło. Pierwsza przeczytała ją moja mama i mówi, że taka sobie, momentami nudna. No zobaczymy. 

5. Lisa Jewell - "Vince i Joy". Parę lat temu czytałam "Imprezę u Ralpha" i bardzo mi się podobała. Taka lekka, dobrze napisana książka, której akcja dzieje się w jednym z moich ulubionych miast - w Londynie. Potem czytałam jeszcze "Trzydziestkę na karku", "Gwiazdę jednego przeboju" i "Przyjaciela  rodziny" i choć te ostatnie nie były porywające to chętnie zajrzę do tej nowo-nabytej książki. 

 

13:33, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 sierpnia 2008

Zaczął mi się kolejne w te wakacje urlop. Tym razem mam zamiar posiedzieć trochę w domu, chodzić na długie spacery z psem i czytać, czytać, czytać:-) Cóż za piękna perspektywa. Na pierwszy ogień poszła książka "Kto zabił Palomina Molero?". Dumna jestem z siebie, bo po raz pierwszy udało mi się skończyć coś Mario Vargas Llosy. Zazwyczaj rzucałam jego książki po kilkudziesięciu stronach, totalnie znudzona i poirytowana. Nie leżało mi to jego pisanie i już. Ale ostatnio postanowiłam się przemóc i w bibliotece wybrałam sobie najcieńszą, dostępną pozycję tego autora. I o dziwo poszło! I nawet mi się podobało. Wciągnęlo mnie od początku, od słów:

"-Kurestwo nie z tej ziemi! - wybełkotał Lituma, czując, że będzie wymiotował. - Ależ cię urządzili, chudzielcu.
Chłopak był jednocześnie powieszony i przybity do starego drzewa świętojańskiego w pozycji tak absurdalnej, że przypominał bardziej stracha na wróble lub przerażoną kukłę niż trupa....."

To naprawdę fajny kryminał z klimatem oraz ciekawą intrygą, w której wątki obyczajowe, kryminalne oraz w pewnym sensie polityczne mieszają się ze sobą. Kto wie, może za jakiś czas znowu sięgnę po kolejną książkę tego autora? 

 

21:39, rr-odkowa
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 sierpnia 2008
Trochę dziwię się sama sobie, że zaczynam pisanie bloga. Nigdy nie czułam takiej potrzeby, aż tu nagle taka dziwaczna myśl zrodziła się w mojej głowie. Pojawiła się i została i tak oto powstał ten blog.
| < Sierpień 2008 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Przeczytane w 2010 roku
Aktualnie czytam
Napisz do mnie
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2008 roku
Szablon bloga wybrany z katalogu
Tu zaglądam
Ulubione blogi książkowe
Ulubione blogi różne
Spis moli